>> środa, 12 listopada 2008 16:37:55
poniżej
komentarze [0]Las ciąg dalszy >> środa, 24 września 2008 16:40:59
Wiatr nad lasem nadal był porywisty. Powietrze robiło się coraz mroźniejsze, wręcz czuło się przeszywający strach bijący od lasu. Mary wraz z Jane i Max siedziały na schodach prowadzących do domu i z niepokojem przyglądali się biegającym od domu do domu magom i opiekunom.
- Jesteśmy tu 2 dni i już nas wyrzucą- skwitowała sytuacje Max próbując opanować drżenie rąk.
- Nie wyrzucą- uspokoiła przyjaciółke Mary. Sama kilka razy pomyślała o takiej ewentualności, ale rozum zgrabnie wytłumaczył jej jak bezpodstawne musiałyby być te zarzuty. Bardziej martwiła ją Kate a dokładniej, jej brak. Jak mogła posłuchać Tony'ego i pójść do lasu? Pogarda połączona z antypatią względem Tony'ego utrzymywały ją w przekonaniu, że już ani słowem nie odezwie się do tego niegodziwego kusiciela dobrych dusz.
Jane wstała prostując swoje plecy i zwracając na siebie uwagę zamyślonych współlokatorek.
- Musimy coś zrobić, pomóc im wydostać się z lasu...tylko- urwała spoglądając na las- jak?
Godny podziwu pomysł koleżanki wzbudził w Mary politowanie
- nie ma takiej możliwość
Powiedziała Mary prostując zagniecenia na sukience i pocierając rękoma przedramiona by się ogrzać.
- dlaczego?
- Akceptując regulamin, zgodziliśmy się na porządek prawny który tutaj panuje, nie wolno nam ...
- Co ty mówisz? Wolno, nasi są w niebezpieczeństwie!
Jane zmarszczyła brwi i ręką wskazała las. W jej głosie wyczuwało się rozpacz połączoną ze złością. Mary spojrzała na nią uważnie. Czy chodziło jej o Tony'ego? Czy ona zachowałaby się tak samo gdyby wiedziała, że niebezpieczeństwo dotyczy Braiana? Potrząsnęła głową, by wybić sobie to z głowy.
- Nasi, muszą radzić sobie sami, nie mam zamiaru udawać bohaterki i ratować kogoś kto był na tyle głupi by sądzić, że uda mu się przechytrzyć system panujący w Def.
- Przecież tam może być Twoja siostra!
Oburzyła się Jane. Mary i Max wymieniły się obojętnymi spojrzeniami.
- Poradzi sobie- zapewniła ją Max wyciągając z włosów kawałki suchych liści
- Skąd masz tyle liści?- Mary odwróciła się w stronę koleżanki nie kryjąc zdziwienia. Zauważyła je już wcześniej ale sądziła, że przyniósł je wiatr od lasu, ale wiatr nie docierał do wioski, więc skąd one się wzięły na włosach przyjaciółki? Max zarumieniła się. Opuściła wzrok i spojrzała ponownie na koleżankę z lekkim uśmiechem. Mary otworzyła usta w geście zaskoczenia i zaśmiała się głośno
- Kto?
- ale co, kto?
Jane wyraźnie nie rozumiała zaistniałego zamieszania miedzy obiema gryfonkami. Max kiwnęła głową i nie powiedziała ani słowa. Koleżanka nie dopytywała się przyrzekając sobie, że i tak się dowie. Jane zmartwiona rolą obserwatora usiadła obok nich opierając brodę ręką. Wszystkie zamilkły wsłuchując się w otaczający ich szum drzew i niewyraźne głosy nauczycieli. Mary przyglądała się wejściu do lasu. Było ciemne, biło od niego zimno i co chwile ktoś tamtędy przebiegał, albo w jej głowie. Wzdrygnęła się i dla zmiany punktu myśli przeniosła wzrok na stojącego przy furtce chłopaka. Był ciekawy, miał pochyloną głowę, ściągnięte brwi i posturę mężczyzny. Był typem chłopaka przy którym można czuć się bezpiecznie. Mary przechyliła głowę chcąc dokończyć ocenę chłopaka. Wydawał się być spokojną osobą, chociaż z racji stanowiska, które piastował zapewne było to tylko złudzenie. Rozluźnił brwi, odwracając się do podbiegającego do niego innego asystenta. Kiedy odwrócił się, napotkał jej spojrzenie. Zwinnie uciekła wzrokiem na sukienkę. Przypomniała sobie dziecinne podchody w kto pierwszy odwróci wzrok. Uśmiechnęła się do wspomnień i ponownie uniosła wzrok. On nadal tam był i patrzył na nią. Zaintrygował ją. Serce nie szalało, ale czy zawsze musi szaleć? "Chce go poznać" postanowiła, kiedy ponownie odwrócił się do grupy asystentów za furtką.
Między chłopakami zapanowało zamieszanie. Do ich uszu dobiegały jedynie strzępy informacji tj. " dawne dzieje" "Jen" i "szkoła". Dziewczyny próbowały doszukać się jakichś powiązać ale bezskutecznie. Przy furtce panowało coraz większe napięcie. Jeden z chłopaków złapał Kilmera za ramię tłumacząc coś ze zdenerwowaniem. Na co on, wyraźnie nie zadowolony wyrwał się mówiąc coś, na co wszyscy skamienieli. Wskazał na nas i pobiegł w stronę szkoły.
- Oni muszą być w szkole!
Wyszeptała głośno Jane doznając wewnętrznego oświecenia. Mary miała już jej coś powiedzieć na temat sytuacji przyczyno-skutkowych i nieprzeciętnej inteligencji jej i Max. Wystarczającej by zrozumieć dlaczego asystent biegnie do szkoły, ale zbliżająca się do nich grupa asystentów uniemożliwiła jej tę pouczającą wypowiedź.
- Grzeczne jesteście dziewczyny?
Zapytał jeden z nich o jasnych, niemal białych włosach i zielonych oczach, przypominających do złudzenia oczy zwierzęcia.
- Jak widać, bardzo posłuszne- zasugerował kolejny z nich. Mary wzięła głęboki wdech, w duszy wiedząc jak będzie wyglądać dalsza rozmowa. Na szczęście temat podjęła Jane, wykazując się nieźle opracowaną grą słów i atmosfera robiła się z każdą minutą coraz lżejsza.
Otaczała ich wszechobecna ciemność, las szumiał groźnie, temperatura powietrza spadła kilka kresek a Kate z każdym pokonanym metrem robiło się bardziej słabo i sennie. Sprężyste ruchy tygrysa stawały się niewyraźne. Zdobywając się na wysiłek krzyknęła za Tonym
- Nie dam rady, powietrze mnie usypia!
- To ich metoda!- wyjaśnił Kobiecy, nieco drapieżny głos Jennifer
- wytrzymaj to już niedaleko!- poprosił chłopak opiekuńczym tonem, zwalniając i równając się z biegnącą Kate.
- Jeszcze minute!- powtórzyła za nim tygrysica.
Biegli więc dalej. Nie zważając na poszarpane przez gałęzie ubrania i poranione ręce. Czując narastającą adrenalinę energiczniej przedzierali się przez przeszkody lasu w postaci, połamanych drzew, wyrastających krzewów, pnączy i drzew. W końcu zatrzymali się. Kate chwiejąc się na nogach przytrzymała się oddychającego płytko Tony'ego. Kate mrużąc oczy dostrzegła zarysy drzewa
- To przejście do szkoły! Tutaj jest wejście...
Jennifer stojąca obok drzewa przebrana w suknie w nienaruszonym stanie, zdawała się być wróżką ratującą zagubionych z opresji. Delikatnie uderzyła wierzchem dłoni w korę drzew, odsłaniając drzwi. Weszli do środka razem z Jeniffer zamykając je pośpiesznie. Kate odetchnęła z ulgą. Nie zdawała sobie sprawy jak cudowna jest cisza, łagodnie uśmiechnęła się do Tony'ego. Stał pochylony z rękoma na kolanach i oddychał ciężko.
- dziękuje
Powiedziała Kate drżącym od emocji głosem.
- W lesie nie ma już nikogo, poszukiwania zostaną, więc zakończone, musicie teraz jak najszybciej dostać się do domów.- wyjaśniła Jennifer podchodząc do chłopaka. Spojrzał na nią z wdzięcznością. W jego reakcji było coś z małego chłopca. Cisze przerwał stukot stóp. Ktoś się zbliżał, wstrzymali powietrze, wpatrując się w bukowe drzwi. Kroki ucichły. Popatrzyli po sobie zaniepokojeni. Kate jeszcze nigdy nie czuła w sobie takiego wachlarza uczuć.
- Musimy stąd wyjść!- zaproponował Carter prostując się. Drzwi otworzyły się niczym w zwolnionym tempie. Widok chłopaka który na pewno nie znalazł się tutaj przypadkiem zaparł Kate dech w piersiach. Mieli kłopoty.
- Jennifer jak mogłaś mu pomóc?- zapytał ku zaskoczeniu Kate bardzo łagodnie.
komentarze [1] >> czwartek, 28 sierpnia 2008 23:43:41
Nadal czytam komentarze i czekam na wene...dziękuję za miłe słowa
komentarze [2]W potrzasku >> sobota, 7 czerwca 2008 18:20:52
Wokoło panowała wszechobecna ciemność. Las szumiał groźnie, każdy krzew, korzenie, zwierzęta leśne mogły stanowić potencjalne zagrożenie. Noc nagle wypełniła się zimnym, powodującym dreszcze powietrzem. Nie ulegało wątpliwości że poszukiwania trwają a las nie jest sprzymierzeńcem nieproszonych gości, którzy złamali podstawową zasadę Lustrzanego Lasu. Mimo ogólnego chaosu w lesie panowała przerażająca cisza. Biegli już przeszło pół godziny i mimo iż samo dotarcie na miejsce spotkania nie trwało tak długo, granicy lasu wciąż nie było widać i co najgorsze nic nie wskazywało na to aby w najbliższym czasie znaleźli się w jakimkolwiek bezpiecznym miejscu. Przystanęli na odsłoniętej polanie, znanej im zresztą. Wyglądało na to, że biegają w kółko.
- niech to szlag!- wydusił wreszcie Tony, z trudem łapiąc powietrze. Stres, ciągła świadomość niebezpieczeństwa i odpowiedzialności za drugą osobę odbierają kondycję.
- przecież wychowałeś się w tym miejscu....- mówiła oddychając płytko- na Merlina, dlaczego cię posłuchałam!
- nie teraz Kate!- krzyknął tracąc panowanie nad sytuacją.
- mówiłeś że znasz ten las! Zaufałam ci!
- znałem ten las kiedy miałem 11 lat!
- żartujesz!?
- zazwyczaj tak ale teraz nie- odpowiedział mierzwiąc włosy. Rozejrzał się, stali przed polaną która wcześniej zapełniona była namiotami, młodymi magami, czarodziejami. Poczuł napływ złości. Konkretniej był maksymalnie wkurzony. Polana była pusta, żadnego śladu po jakimkolwiek spotkaniu. To niemożliwe że tylko oni wracali wciąż w to samo miejsce. Myśl, że innym udało się opuścić las bezpiecznie była druzgocąca. Nie ma takiej opcji- podsumował w myślach- żaden uczeń nie uciekłby z tego lasu, chyba że posiadałby zdolność zamiany w zwierzę.
Kate patrzyła na chłopaka mając złudną nadzieję iż może przypomni sobie jakiekolwiek tajne przejście. Nie czuła się komfortowo, przede wszystkim było jej zimno, a sytuację pogarszał fakt iż czuła się bezradna, w dosłownym tego słowa znaczeniu. W pewnym momencie dopadł ją przeszywający dreszcz. Nie była w stanie ruszyć się z miejsca. Zdała sobie sprawę że prócz ich dwójki jest tu ktoś jeszcze. Było to wrażenie podobne do tego, gdy ktoś stoi za twoimi plecami wstrzymując powietrze.
- Tony...- dotarł do niego stłumiony głos Kay. Chłopak spojrzał na nią przelotnie, gdyż jego wzrok przykuło coś tuż za dziewczyną. Coś w tym wypadku miało postać potężnego skradającego się tygrysa. Chłopak ani drgnął na jego widok. Sprawiał wrażenie jak najbardziej opanowanego. Kate zastanowiła się przez chwilę czy aby nie zauważyła na jego twarzy ulgi.
- Jennifer- powiedział spokojnie i uśmiechnął się w duchu, wywołało to ciekawość Kate, która odwróciła się mechanicznie nie czując przeszkód wcześniejszego paraliżu. Skutek był do przewidzenia. Dziewczyna omal nie krzyknęła i czym prędzej cofnęła się do stojącego nieopodal towarzysza, zapominając o wymaganym spokoju w obecności drapieżnego zwierza.
- cóż za hart ducha- zakpił tony - bez obaw Kay, Jennifer jest animagiem- wyjaśnił zbliżając się do drapieżnika, który w momencie przybrał postać rudowłosej piękności. Kate rozpoznała w niej dziewczynę z którą rozmawiała w czasie nieobecności Tony'ego.
- miło cię widzieć, po latach- oznajmiła wdzięcznie.
- dorodny z ciebie kociak - odparł arogancko, a Kate przewróciła oczami.
- bez urazy ale miotasz się jak schwytany w klatkę szpak " Nie mogę wyjść! Nie dam rady!" - ostatnie słowa dziewczyna wypowiedziała wysokim głosem. Nadal odziana była w stylową długą gorsetową suknie, możliwe że właśnie z powodu jej oszałamiającego wyglądu Tony nie przejął się zbytnio jej słowami.
- wiele się zmieniło- odparł patrząc jej w końcu w oczy.
- proponuje abyście dokończyli tą przejmującą rozmowę kiedy już wyjdziemy z tego lasu. Jennifer, tak? Pomożesz nam?- wtrąciła się do rozmowy Kate. Nie było innego wyjścia, dziewczyna- tygrys a raczej tygrysica, była ostatnią deską ratunku.
- hej, hej hej...Kate...! Nie ma mowy- oznajmił Tony rozbawiony proponowanym rozwiązaniem.
- urażona duma? Pamiętaj, że to z Colinem jesteś w konflikcie, ja mam wobec ciebie przyjazne zamiary- skomentowała to Jennifer.
- Może byłbym w stanie ci uwierzyć ale na ten czas radze sobie sam.
- właśnie widzę! - obruszyła się dziewczyna. - przypominam, że jeśli was złapią, a złapią na pewno wszystkich, to ....marny wasz los.- westchnęła współczująco.
- świetnie!- wtrąciła się Kate, nie kryjąc irytacji- może od razu rzućmy się w przepaść
- to się nazywa duch walki- skwitował Tony.
- a jak nazwiesz fakt, że nie masz zamiaru przyjąć pomocy od dziewczyny, która zapewne zna tan las na pamięć?! Chwileczkę, wiem GŁUPOTA. - rzuciła ostro. Patrzyła na niego z uwagą. Widziała wyraźnie 2 osoby mężczyznę i chłopca walczących o dominację nad tą samą twarzą.
- już wiedzą gdzie jesteście, Tony - wtrąciła Jenniffer- myślisz, że wracasz wciąż w to samo miejsce? Mylisz się, to sztuczka lasu, dzięki tej polanie, bez trudu was znajdą. Polany są na tyle duże, że widać je z lotu ptaka,Tony. Jednak mogę wam pomóc, za konkretną przysługę...
- Mam się dogadać z Colinem?- spytał Tony, choć wiedział że właśnie tego tyczy "przysługa"- nie ma mowy
- więc, bywajcie!- po tych słowach zmieniła się w tygrysicę i pobiegła w głąb lasu.
- nie ma innego wyjścia- odparła Kate i mijając chłopaka puściła się biegiem za zwierzęciem.
- Kay! Kate! Szlag! - po namyśle trwającym ułamek sekundy, pobiegł za dziewczyną.
komentarze [8]Złamany zakaz >> piątek, 25 kwietnia 2008 18:29:10
Młodzi czarodzieje wybiegali z domów z wyrazem zniesmaczenia na twarzach. Godzina 21 dawno już minęła. Nikt nie wiedział o co to całe zamieszanie. Zaczęło się od przeraźliwego wysokiego dźwięku który przeszył ich umysły. Niedługo po tym grupa magów wbiegała do domów i kazała wszystkim nowym uczniom jak najszybciej wyjść i stanąć w ogródkach. Sytuacja dość śmieszna z początku z każdą kolejną chwilą wprawiała młodych Hogwardzistów w zakłopotanie. Powoli zdawali sobie sprawę że ich pobyt tutaj może już dziś dobiec końca a to wszystko przez (jak się niedługo okazało) kilku uczniów którzy weszli do lasu w nieodpowiednim momencie. Jeszcze wtedy nikt nie wiedział że to nie było tylko kilkoro uczniów. W powietrzu wyczuwalny był deszcz. Najspokojniejszą częścią było oczywiście niebo które wprawiłoby w zachwyt swoją niezwykłą barwą i niepowtarzalnym blaskiem gwiazd każdego a już na pewno osobę o humanistycznych zdolnościach do pisania. Przy wejściu do posiadłości dziewczyn w tym Mary Black stał asystent Rollecastera. jego spokojny aczkolwiek zacięty wyraz twarzy nie wróżył nic dobrego.
- gdzie Kate?
Na twarzy Max pojawiło się przerażenie. Mary spojrzała na przyjaciółke. Choć nie dała tego po sobie poznać była zaskoczona taką troską wobec jej własnej siostry. Ona sama nie czuła przerażenia, strachu ani tym podobnych uczuć. Wiedziała że Kate nie weszłaby do lasu. Nie tylko dlatego że uważała ja za równie rozważną jak ona sama-co nie było do końca prawdą- ale również dlatego że założyła się z Tonym o to że nie przekroczy tej granicy "choćby nie wiem co". Dlatego zachowanie przyjaciółki było dla niej niezrozumiałe chociaż miłe z jej strony.
- spokojnie na pewno tutaj jest
Dopiero teraz pozwoliła sobie rozejrzeć się. Wśród kolorowych nisko rosnących kwiatków i drzew magnolii stała tylko Jane i Max. Jej źrenice zadrżały na samą myśl, że siostra mogła jednak wejść do lasu. Odwróciła się gwałtownie w jego stronę. Delikatnie falowane blond włosy posypały się jej na ramiona. Nad lasem niebo było ciemne.Konary drzew szarpane były przez szalejący wiatr (który nie docierał do wioski)słychać było łamane gałęzie, krzyki nauczycieli i nawoływania uczniów. Mary podbiegła szybko do furtki i niemal w tej samej sekundzie została złapana za ramię przez chłopaka tam stojącego. dziewczyna rzuciła mu spojrzenie przepełnione taką pogardą, że chłopak puścił ją w niemal tej samej chwili.
- nie wolno wychodzić
W jego spojrzeniu było coś co nie pozwalało jej sprzeciwić się jego słowom.
- ja muszę
- bo?
w tej chwili zdała sobie sprawę, że wyjście przez furtkę nie było najlepszym rozwiązaniem, żeby nie powiedzieć głupim. Znalazła się teraz w dość dziwnej sytuacji. Nie mogła przecież powiedzieć, że chce poszukać siostry. Zaczęła zastanawiać się czy chłopak policzył ich jak wybiegli. Przecież wybiegli z domu tylko we trójke. Chłopak mógł już to zauważyć ale istniała jeszcze możliwość że nie zauważył kate. W końcu są bliźniaczkami. Mógł je wziąść za jedną osobę. Problem tkwił jednak w tym, że Kate nadal nie było. Wiedziała że cokolwiek powie może to zostać użyte przeciwko niej.
Colin przyglądał się Mary z ukrywanym zaciekawieniem. Zaintrygowały go jej oczy, były tak wierne jej emocją. To jak na niego spojrzała "na Merlina" poczuł się jak zbesztany mały chłopak.
- chcesz pomóc?- podpowiedział
Miała na sobie białą sukienkę która odkrywała nieco biustu. Po nierównomiernym unoszeniu się tej części ciała zdał sobie sprawę, że dziewczyna musi być czymś zdenerwowana dlatego postanowił pomóc jej wyjść z tej sytuacji. Znał prawdę. Wiedział przecież kim jest i dlaczego chce wyjść.
- tak!- podchwyciła temat. Ulżyło jej. Nie wiedziała jak zaimprowizować gdyby nie( jak się jej wydawało) gafa asystenta wyszłaby na idiotkę, musiałaby się popłakać i powiedzieć że tak naprawdę bardzo się boi, żeby tylko nie odpowiadać na to pytanie ale na szczęście było to zbyteczne. Poczuła sympatie do tego chłopaka.- stoimy tutaj a oni przecież mogą potrzebować pomocy!-krzyknęła bo hałas w okół zagłuszyłby jej normalny głos.
- zdawali sobie sprawę z zagrożenia. Trzeba ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. człowiek uczy się na błędach nie możesz jej..im pomóc to ich lekcja-zakończył sprawdzając czy furtka aby na pewno jest zamknięta i wskazując koleżanki- wolałbym byś stała z koleżankami tam będziesz bezpieczna- głos miał łagodny, starał się nie zrazić jej do siebie. Wiedział że dziewczyny chcą być traktowane z szacunkiem, więc tak też się wobec niej zachowywał. Po za tym nie potrafił inaczej.
- chcesz powiedzieć, że przy tobie nie jestem bezpieczna?- krzyknęła ponownie. Tym razem poczuła pieczenie w gardle. Chłopak nie usłyszał jej, zmrużył lekko oczy i kiwnął głową by powtórzyła. Mary złapała się za gardło i pokręciła głową na znak że nic więcej nie powie. Colin nachylił się i nadstawił ucho. Dziewczyna powtórzyła co miała powiedzieć i dopiero po chwili zrozumiała jak to mogło zabrzmieć. Colin uśmiechnął się. dziewczyna chcąc ukryć zmieszanie, wyszeptała szybko coś w stylu "w porządku", powoli odwróciła się i odeszła w stronę Max i Jane, próbując zachować klase. Wyznanie Mary, Colina zbytnio nie zmieszało, domyślał się co miała na myśli- Nie lubi kiedy się jej rozkazuje- "Nikt tego nie lubi" pomyślał. Niedługo po tym dostrzegł zbliżającego się do niego z naprzeciwka Aaron- jego zastępca. Miał jasno brązowe włosy opadające na ramiona i duże zielone oczy kota. Po lesie zawsze wolał poruszać się jako tygrys. Sądził że jako mag czuje się słabszy od tych co tam mieszkają . Był zwinny jako zwierze, lojalny jako człowiek i najlepszy z jego roku jako uczeń. Potrafił zamieniać się w tygrysa już w wieku 3 lat. Bardzo ceniona zdolność.
- zniknęło już ok. 30 uczniów. Czy tutaj są wszyscy?
- tak
Chłopak chciał zerknąć mu przez ramie ale Colin w porę zasłonił mu widok
- wiesz jak tego nie lubię - powiedział spoglądając na niego wrogo. Aaron przyjrzał mu się podejrzliwie- masz jakieś wątpliwości?- spytał spoglądając w stronę dziewczyn. Aaron poszedł w ślad za nim.
- coś taki oschły....myślisz że zostaną wyrzuceni?
- kto?
- no ci co weszli do lasu
- wątpię,podobno było to zebranie integracyjne magów i czarodzieji, tylko "przedłożyło sie" ...odrobinę-dodał.
Colin wiedział ze kolega nie spodziewał sie takiej odpowiedzi.
- skąd wiesz o zebraniu?
- nie okłamuj mnie Aaron, jeżeli coś wiesz to mów. Zdaj sobie sprawę ze nie wydałbym cię nigdy. Jesteś moim przyjacielem.
Zdobyta przez niego wiedza widocznie zrobią wrażenie na koledze bo odszedł bez słowa. Chłopak zmierzwił sobie włosy, ściągnął brwi i przez chwile przyglądał się odchodzącemu koledze ze złością. Wiedział, że Aaron był na tej imprezie w lesie, dowiedział się przypadkiem, kiedy dwie koleżanki "dyskretnie" rozmawiały o tym w łazience.Przechodził tamtędy po zajęciach z teorii...i gdy usłyszał imię Aarona zatrzymał się. Jako asystent Rollecastera a pomocnik Robbiego musi mieć oczy i uszy dookoła głowy. Musi wiedzieć wszystko o swoich pomocnikach, czy są lojalni i nie mówią rzeczy zabronionych innym. Po za tym dziewczyny szeptały co usprawiedliwiło go od tego czynu.
"- a Aaron będzie na tym integracyjnym zebraniu?
- będzie, w końcu idzie ze mną...trochę się boje w końcu łamiemy .... ale przy nim czuje się taka bezpieczna..."
Przez dłuższą chwile nie mógł dojść do siebie. Jak Aro mógł mu o tym nie powiedzieć. Po chwili zrozumiał, że gdyby wiedział o tym wybiłby mu to z głowy. Nikomu nie wolno łamać zakazu lasu a już na pewno nie jego zastępcy. Wysuwa się więc kolejne pytanie: dlaczego Aronowi tak zależało na tym, by mu o tym nie mówić. jeżeli chodziłoby wyłącznie o imprezę integracyjną, powiedziałby mu o tym, by mieć tzw. zabezpieczenie. Tak więc dlaczego mu nie powiedział?Odpowiedzieć przyszła szybko. Szedł na zajęcia z magii. Jego czarna satynowa koszula lekko opinała mu tors. Przez uchylone okiennice słychać było śpiew ptaków i świeże wiosenne powietrze. Cudowny dzień. Przed zajęciami chciał porozmawiać z Jennifer- przyjaciółką z dzieciństwa- o popołudniowym wypadzie nad ocean i Aaronie. Kiedy ją zauważył stała tyłem. Proste, grube, rude włosy sięgające pleców kołysały się w takt głowy właścicielki. Jen nie potrafiła nie ruszać głową czy rękoma i stać spokojnie gdy była czymś podekscytowana. Chcąc ją przestraszyć dyskretnie skradał się za innymi uczniami idącymi w jej kierunku by nawet jej towarzyszka nie dostrzegła go. Wiadomo było że przez kobiecą solidarność uprzedzi ją o zbliżającym się "niebezpieczeństwie". Gdy był już wystarczająco blisko, gdy chciał już ją złapać i spowodować by straciła równowagę usłyszał coś co tym razem jego zbiło z tropu
- Tak się ciesze że Tony jest tutaj, tyle lat go nie widziałam...- koleżanka przerwała widząc zaskoczonego kolegę. Jej oczy wyrażały skruchę. Usta poruszały się nieme chcąc przeprosić lecz bezskutecznie. Obrócił się na pięcie i szybkim krokiem odszedł. Posklejanie faktów nie zajęło mu sporo czasu. Tony w wiosce+zebranie integracyjne= spotkanie po latach. Nie rozumiał jak oni mogą spotykać się z kimś kogo on nienawidzi. On jest przecież ich przyjacielem a Tony? Wyłącznie złym epizodem w życiu ich grupy. Jak się teraz okazało: wyłącznie jego złym akapitem. Nie powiedziałby Robbiemu o zebraniu ze względu na Aarona ale obecność Tony'ego przesądziła sprawę. Stał teraz przy furtce wpatrując się w las i kątem oka zerkając na przyglądającej się mu dziewczynie. Kolejny Problem. Mary Light. Dziewczyna na której urodzinach ma towarzyszyć. Z jednej strony ucieszył się że ją poznał. Niemal od razu poczuł do niej sympatie. Nie zakochał się od pierwszego wejrzenia. O nie. Tacy jak on nie zakochują się tak szybko. Nie planował tego. Wpadli do Rollecastera od razu gdy okazało się że w portalu gdzie ćwiczyli, stworzony potwór był nieco bardziej agresywny niż planowali i samoistnie klonował się do reszty portali stwarzając istne PIEKŁO!! Musieli niezwłocznie powiadomić o tym mistrza, a że nikt nie chciał zostać w portalu, postanowili pójść wszyscy. Rollecoster prowadził akurat zajęcia z dziewczynami. Siedziała w pierwszej ławce naprzeciwko drzwi. Miała proste blond włosy z jasnymi refleksami. Duże niebieskie oczy i ładne usta. Wizualnie spodobała mu się... bardzo. Wprost nie mógł oczu od niej oderwać. Dopiero kilka godzin później gdy udało mu się sprawdzić listę uczniów mistrza. Tożsamość Mary Light omal nie zwaliła go z nóg. Był racjonalistą. Wiedział, że po balu dziewczyna nie będzie chciała go znać. W tej samej chwili poczuł nutkę nadziei...może jednak? "spodobałaś mi się jeszcze przed tym nim dowiedziałem się kim jesteś"- wyrecytował w myślach i pokręcił głową niezadowolony-"kogo ty chcesz oszukać, to przecież żałosne".
komentarze [5] >> środa, 19 marca 2008 12:14:09
?
komentarze [1]Kiepsko... >> niedziela, 18 listopada 2007 19:47:27
Coś nam nie idzie...
komentarze [3]Ups... >> sobota, 13 października 2007 13:12:36
Rany, ale się wystraszyłam! O mały włos a nie odzyskałabym tego bloga, uf :) Wiem, że ostatnio nie piszemy notek bo szczerze mówiąc mamy nowy koncept , ALE(!) nie mówię że zawieszam bloga;) oj nie, nigdy! Proszę tylko o trochę cierpliwości :] i zrozumienia....przynajmniej ociupinkę
komentarze [3]Spotkanie integracyjne
cz. 2 >> piątek, 31 sierpnia 2007 22:28:15
Z uwagi na fakt, że notka którą dzisiaj napisałyśmy jest zdecydowanie za długa podzieliłyśmy ją na dwie części :) Byłabym wdzięczna gdyby komentarze pojawiły się w obydwóch częściach. (Marzenia dobra rzecz :D)
Dochodziła 20:00, Kate usiadła na schodach ich nowego lokum. Włosy zakrywały jej twarz pod wpływem ciepłego podmuchu wiatru. Zaczesała je palcami i oparła się o drewnianą posadzkę wpatrując się w Lustrzany Las. Nie mogąc opanować chęci spojrzenie w stronę domku Tony'ego, poddała się swojemu instynktowi i skierowała wzrok w położony kilkanaście metrów dalej dom, będący swoistym odbiciem ich własnego. Dostrzegła wychodzącą stamtąd postać. Po włosach i specyficznej postawie ( ręce włożone głęboko w kieszenie spodni) poznała chłopaka w którym podkochiwała się od miesięcy. Tony kierował się teraz w kierunku fontanny przy której zgromadziła się spora grupka ślizgonów. Kiedy pokonał dzielącą ich odległość Kate mogła dokładniej przeanalizować jego osobę. Lubiła na niego patrzeć. Sprawiał że się uśmiechała chociaż jemu nigdy nie było dane tego zauważyć. Wolała go takiego jakim był dla niej kiedy go nie znała, stojącego kilka metrów od niej, wyidealizowanego. Chłopak przywitał sie z kumplami i uśmiechnął się do dwóch dziewczyn (jedynych w tym towarzystwie) odsłaniając szereg białych zębów. Jedna z tych ,,piękności'' podeszła do Tony'ego i obdarowała go wdzięcznym pocałunkiem. Kate poczuła zazdrość, niezrozumiałe uczucie dreszczy w żołądku. Może powinna odpuścić i zamknąć się w domu, odmawiając jakichkolwiek kontaktów z tym człowiekiem. A może powinna zawalczyć jak lwica o swojego samca?? Pojęcia nie miała co o tym wszystkim myśleć.
Towarzystwo zaczęło sie zbierać, najprawdopodobniej wybierali się do Lustrzanego Lasu, mimo tego że było to zabronione zwłaszcza o tej porze. Szczerze mówiąc specjalnie jej to nie zdziwiło. Będąc w takim miejscu nie można przestrzegać ostro zarysowanych reguł, biorąc dodatkowo pod uwagę wiek zgromadzonych. Odwróciła głowę szukając spojrzeniem jakiegoś nauczyciela. Nie chodziło jej o to by ich podkablować, nawet nie o to by ich ostrzec. Z wiadomych powodów(może ze zwykłej solidarności) zależało jej żeby nikt ich nie zobaczył, albo raczej by nie zauważono JEGO. A gdyby musiał wrócić do Hogwartu? Tęskniła by za nim? Co gotowa była by zrobić by do tego nie doszło? To było zbyt absurdalne. Spojrzała przed siebie i drgnęła, niemal podskoczyła kiedy zobaczyła Cartera zaledwie 3 kroki przed nią. Starała się zamaskować fakt iż tętno podskoczyło jej zapewne trzykrotnie.
- Hej Kay, jak minął pierwszy dzień? - zapytał swoim melodyjnym męskim głosem.
- w porządku- odparła, chcąc jednocześnie aby odszedł (możliwie jak najszybciej) i został (możliwie jak najdłużej).Paradoks.- ich spojrzenia krzyżowały się w milczeniu.
- mam propozycję- odezwał się w końcu uśmiechając się znacząco.
- zamieniam się w słuch.
- chcę cię tylko trochę lepiej poznać- wytłumaczył grzecznie.
- lubię facetów wyznaczających sobie cele. - odparła sarkastycznie.
- Organizujemy spotkanie integracyjne w Lustrzanym Lesie.
- I chcesz mnie zaprosić? - wyprzedziła zręcznie jego pytanie. Ugryzła się w język zdając sobie sprawę że teoretycznie sama się tam wprasza. Wstała chcąc spojrzeć mu w oczy. Przytaknął.
- Rozumiem że jest to ,,spotkanie integracyjne'' ślizgonów i magów?
- dobrze rozumiesz...
- mam wrażenie że nie słuchaliście dobrze Robbiego, a regulamin ...mówi wam to coś?
- chwila... regulamin...nie kojarzę- oznajmił z ironicznym uśmiechem. Odpowiedziała mu piorunującym spojrzeniem.
- baaardzo zabawne. Poza tym, nie myśl, że zapomniałam o naszym zakładzie. Nie przekroczę progu Lustrzanego Lasu jeszcze przez jakieś 6 godziny. - założyła skrzyżowane ręce na klatce piersiowej dając mu do zrozumienia że z postanowienia nie zrezygnuje, chyba że będzie się bardzo starał ale tego nie mógł wyczytać z jej postawy.
- pozwól że spytam..hmm...dlaczego?- zrobił śmieszną minę, jakby naprawdę wczorajszy zakład nie miał dla niego żadnego znaczenia.
- weźmy np. Malfoya nie lubię gościa...
- zwykły facet, przy mnie nic ci nie grozi, co najwyżej może zlustrować cię wzrokiem, przewrócić oczami itp. ale nie można oskarżać ludzi za ich naturalne odruchy. - oznajmił gestykulując rękami.
- zabawne, a moim naturalnym odruchem jest odmowa tobie- podkreśliła ostatnie słowo. Ich spojrzenia krzyżowały się przez dłuższą chwilę. Chłopak uśmiechał się kącikami ust. Gdyby nie odezwał się w ostatniej sekundzie odwróciłaby się i znikłaby w domu w cieniu swojego wstydu, bo pewna była że po tak bezpośrednim zwrocie chłopak dojdzie do wniosku że jej naprawdę nie zależy.
- sądząc po tym że siedzisz na schodach przed domem, sama, i jeszcze nie przerwałaś tej rozmowy rozumiem że nie masz nic ciekawego do roboty...
- zawsze coś się znajdzie...- ściszyła głos i spuściła głowę. Tony miał rację a jej nie przychodziło do głowy nic lepszego jak tylko zaprzeczyć. Stanął koło niej przyglądając jej się z uwagą.
- kiedyś powiedziałaś mi, że choć raz mógłbym być miły...- Kate odwróciła głowę jakby chcąc udać że nic takiego nie miało miejsca, teraz już wiedziała w czym tkwił ich problem. To nie on zakłócał ich relacje a ona sama. Nie potrafiła mu zaufać.- Tak więc staram się. Za jakiś 5 minut będzie obchód i jeśli się nie pośpieszymy nie dostaniemy się do lustrzanego lasu....
- mieliśmy zakład
- daj spokój Kay, bierzesz to na poważnie?- spytał trochę zdenerwowany- chodź.
Tony ruszył w kierunku Lasu jakby intuicyjnie wiedział że ją przekonał. Kate obejrzała się jeszcze raz w miejsce gdzie niedawno stali nauczyciele i upewniwszy sie że jest puste ruszyła za chłopakiem.
Tony i Kate szli w ciszy po wydeptanej ścieżce lasu. Pod wieczór to miejsce wyglądało jeszcze piękniej. Zapach mieszał się z chłodnym powietrzem nadchodzącej nocy. Kate szła kilka kroków za chłopakiem oglądając się dookoła. Przyjechali zaledwie 2 dni temu a ona już zboczyła ze scieżki odkrywając prawdziwą naturę tej krainy. Jej uwagę przykuły jakieś małe brunatne zwierzątka przebiegające obok, nie mogła skojarzyć co to są za gatunki więc obejrzała się dodatkowo nie zwalniając i w tym momencie wpadła na Tony'ego który najwyraźniej przystanął chcąc zobaczyć czy jego towarzyszka jeszcze żyje.
- przepraszam- odskoczyła od niego kiedy zobaczyła jego ciemne oczy z bardzo bliska. Jej twarz pokrył wstydliwy rumieniec. Chłopak jednak nie przejął się tym zbytnio.
- słyszysz? - spytał wsłuchując się w odgłosy lasu. Kate skoncentrowała się na zmyśle słuchu. Prócz szumu koron drzew, szelestu wszechobecnych krzaków i długiej trawy, czy też odgłosów ptaków, jakiś niepokojących pomruków i świstów nie usłyszała niczego co mogłoby w odgłosach przypominać imprezę integracyjną. Zwłaszcza (o ironio!) niezykle cichych ślizgonów.
- czy ta impreza organizacyjna....
- spotkanie- sprostował
- ok, spotkanie...Czy ono aby na pewno istnieje?- Chłopak zwrócił na nią swoje brązowe oczy i wysłał uśmiech charakterystyczny dla "super faceta".
- tak, oczywiście- odpowiedział lekko oburzony jak można go było podejrzewać o takie oszustwo. - chciałem pokazać ci tylko że ich nie słychać....jeszcze, to zasługa miejscowych.- dodał dumnie- sam mógłbym to zrobić ale nikt nie wierzył że zrobię to profesjonalnie...
- co za brak zaufania....
- prawda?
- a potrafisz?
- kolejna wątpliwość! Naprawdę mi nie wierzysz!
- trudno wierzyć po....
- szczegół! Tak, potrafię. Wychowałem się tutaj, dokładnie w tym miejscu miałem pierwszy wypadek motorowy. - wskazał stare potężne drzewo, sądząc po wyglądzie powód nie jednego wypadku. - złamałem sobie nogę, miałem ją wykręconą o 90 stopni...
- oszczędź mi detali!
- bolało jak cholera, miałem 11 lat, mimo pozorów ten las wcale nie jest taki bezpieczny zwłaszcza kiedy leżysz przygnieciony motorem i nie możesz rękami wykonać żadnego wolnego zaklęcia. Teraz jest spokojnie, nic ci nie grozi bo jesteś ze mną...- po tych słowach Kate poczuła dreszcz na całym ciele, "bo jesteś ze mną" w otaczającej ich ciszy zabrzmiało to prawie jak wyznanie.- ale gdybyś była sama...widzisz ten las jest niezwykle inteligentny, każda jego część współgra ze sobą, jest po prostu niezwykły. - po głosie można było poznać że "niezwykły" nie wyraża zachwytu tego chłopaka.
- i jak uszedłeś z życiem?...- aż cisnęło jej się do gardła "...mój drogi"
- znalazł mnie mój przyjaciel...kolega- poprawił się szybko.
- czym się zawinił ten twój przyjaciel że go zdegradowałeś do zwykłego kolegi?
- drobiazg...
- zwykły drobiazg zakończył waszą przyjaźń? Uratował ci życie, każdy chciałby mieć takiego przyjaciela!
- nie jestem dziewczyną nie przykładam wagi do tego co ma większą wartość, uratowanie życia czy zdrada!
- zdradził cię?! - Kate nie kryła zdziwienia.
- chodziło o solidarność...drobiazg- przyśpieszył do przodu zostawiając ją z tyłu. Dziewczyna jednak nie dała się tak szybko zwieść.
- Jesteśmy- Kate ujrzała płomienie ogniska a naokoło niego kilka namiotów no i oczywiście magów wymieszanych z czarodziejami.
- poczekaj- zatrzymała go za ramię. - Ten chłopak tu jest?
- nie
- ale wie że ty tu jesteś?
- pewnie tak, ale szczerze mało mnie to interesuję żeby nie ująć tego bardziej wulgarnie nie drąż tematu.- objął ją ramieniem i wprowadził w towarzystwo. Przez chwilę widziała mało pochlebne spojrzenia które stopniowo nabierały obojętności. Kiedy jednak Tony zostawił ją wśród dziewczyn nie potrzebowała zbyt wiele czasu aby odczuć na własnej skórze co znaczy antypatia. Dziewczyny miały na sobie gorsetowe suknie, podkreślające ich kształty, nie trzeba było nadmieniać że czuła się trochę niezręcznie będąc ubraną w jeansy. Rozejrzała się szukając wzrokiem kogokolwiek nastawionego pozytywnie. Ku jej zdziwieniu zobaczyła Matt'a. Miał na sobie (uwaga!) garnitur. Podeszła do niego i uderzyła lekko w ramię aby ją zauważył.
- hej!
- hej...co tutaj robisz?
- wiesz, wpadłem tak.... jakoś przypadkiem- najwyraźniej coś ukrywał.
- nieźle się odstroiłeś... "przypadkiem"
- oh, ok...zostałem zaproszony, jestem na najwyższym poziomie tutaj i chcieli abym był z nimi...no wiesz w "towarzystwie" nigdy nie miałem takiego brania...- oznajmił wskazując na dziewczyny wysyłające mu zalotne spojrzenia.Czuła się jakby cofnęła się w czasie. szybko otrząsnęła się z tego wrażenia.
- spójrz na mnie...Matt...Matt! - musiała go szturchnąć gdyż pochłonięty był wymienieniem mrugnięć z płcią piękną. - wiedzą że jesteś wampirem?
- zawsze jak zaczynam zachowywać się jak facet wyskakujesz z tym wampirem, a czy to ważne?
- hmm...faktycznie nic nie znaczący szczegół. - oznajmiła obojętnie chowając ręce do kieszeni.
- przyszłaś z Tony'm? Jeszcze nie jesteście razem?- spytał uszczypliwie pijąc coś z metalowego kufla.
- nie, nie twój interes - Kate odgarnęła włosy
- dziewczyno skup się! Szalejesz za nim...
- ciszej! Ten las ma uszy..!
- Tak..ręce i zęby. - Dziewczyna skwitowała to przymuszonym uśmiechem. - wiesz jakie życie byłoby prostsze gdyby mówiło się ludziom na których ci zależy co się czuje? Czasami wystarczy jedynie powiedzieć o czym się myśli...mówi ci to osoba czytająca w myślach, zaufaj mi, wiem co mówię.
- to nie jest takie proste...- oznajmiła odwracając bezradnie wzrok.
- Kate, dla mnie to nie robi żadnej różnicy, czy będziesz z nim czy nie. Znam Tony'ego z tej najgorszej strony ale chcę żebyście były szczęśliwe...weźmy takiego Braiana, od początku mówiłem Mary ze to nie jest facet dla niej. Kate...zasługujesz na wszystko co najlepsze i jeśli według ciebie jest to Tony to droga wolna, masz tą łatwą sytuację że chłopak wychodzi z inicjatywą. - Kate nie wyglądała na przekonaną. - dobra, ostatnie zdanie, już nigdy nie wstawię się za tym kretynem! Obiecuję! Słuchaj wiem, że jeśli cię kocha to będziesz przy nim bezpieczna, mimo pozorów jest lojalny i będzie gotów poświęcić za ciebie nawet życie...- zakończył efektownie przypieczętując swoją wypowiedź kolejnym łykiem z kufla.
- za dużo wypiłeś! A tak na serio, czym sobie zasłużył że aż tak mu ufasz?
- Siedziba naszego zgromadzenia, to jego lokum. Jest w porządku, mimo tego, że to typowy lekkoduch. Wybacz ale mam obowiązki...- odszedł w stronę bliżej nie określonych ludzi.
- mała pogawędka z przyjacielem?- spytał Tony obejmując ją ramieniem.Ubrany był...inaczej. Miał czarny garnitur i wyglądał niezwykle elegancko. W ręku trzymał kufel podobny do tego z którego pił Matt.
- co to jest? Napój wybranych?
- może być- zaśmiał się odstawiając kufel na stojący pod ręką pień.
- zatańczysz?- spytał kłaniając się i wyciągając dłoń w jej kierunku.
- ale przecież nikt nie ...- chciała powiedzieć że nikt nie tańczy ale kiedy obejrzała sie za siebie zobaczyła kołysające sie pary. - ok...- odpowiedziała zdezorientowana. Objął ją w pół i przytrzymując za prawą rękę zaczęli tańczyć. - myślałam że ktoś się wkurzy że tu jestem...
- nie jesteś aż taka ważna tutaj jak ci się wydaje...Jelhon się trochę spiął ale to nie on podejmuje tu decyzje.
- a kto? Draco?
- daj spokój, nikt mi nie będzie rozkazywał, tzw. solidarność. On ustąpi mi, a ja kiedyś zgodzę się z nim.
- bardziej ufasz Malfoyowi, który by palcem nie kiwnął gdyby ci groziło niebezpieczeństwo niż ...
- koniec tematu- przerwał zaglądając jej w oczy.
- jak on ma na imię?
- nie powiem ci- powiedział jej do ucha.
- dlaczego?
- bo znalazłabyś go i kazałabyś nam się spotkać, pogadać itd. Nie wszystko da się załatwić rozmową Kay. Są sprawy których sie nie wybacza...
- i ludzie których się nie zapomina- dodała od siebie.
- Kay ja się tutaj staram jak mogę, a ty cały czas gadasz! - przystanął.
- przepraszam- Tony przewrócił oczami i wrócili do tańca. Jej lewa ręka leżała na jego ramieniu. Trudno jej było się opanować żeby nie dotknąć jego włosów. Wydawały sie takie miękkie.
- masz coś jeszcze do powiedzenia?- spytał wychwytujące jej spojrzenie.
- masz świetne włosy...- chłopak zaśmiał się serdecznie- ty też- odwzajemnił komplement. Milczeli. Muzyka wypływająca nie wiadomo skąd, ciągnęła się w nieskończoność.
- Twoja niecierpliwość mnie rozprasza - odezwał sie w końcu Tony zatrzymując się.
- przecież nic nie mówię- odpowiedziała niewinnie.
- wyczuwam ją...
- cóż...nie mogę jej kontrolować- Tony spojrzał w stronę palącego się ogniska. Zapewne spojrzał na Malfoya bo spojrzenie było dość specyficzne. Kate nie chciała się upewnić, jej zdaniem wydałoby się to wścibskie.
- idę, przejdź się może poznasz kogoś. - Odwrócił sie i poszedł w stronę dalej położonego namiotu. Ludzie momentalnie przestali tańczyć, znowu utworzyły się tzw. grupki tematyczne. Po Matt'cie ślad zaginął. Postanowiła zaczepić kogoś z magów, bo ci wydawali się przyjaźniej nastawieni. Łamać granice między tymi skłóconymi od wieków domami wolała zostawić innym. Ona ledwo co przełamała jedną- dzielącą ją od Tony'ego. Podeszła do chłopaka w sięgającym kolan fraku.
- hej, nazywam się K...- nie zdarzyła nic powiedzieć bo chłopak zwyczajnie odwrócił od niej głowę, uważając bardziej godne uwagi wyczyny chłopaka udającego Robbiego. Skierowała się do stojących obok dziewczyn śmiejących się i wymieniających uwagi na temat zawodów motorowych. Był to bardziej odpowiedni temat dla przyszłej właścicielki MotoGlobu więc wtrąciła się dyskretnie do grupki.
- cześć, mówicie o wyścigach? Uwielbiam motory...- oznajmiła uśmiechając się od ucha do ucha. Dziewczyny patrzyły na nią pytająco.
- motory?- spytała jedna z nich.
- i chłopaków...- dodała nieśmiało rozluźniając się słysząc przytakującą reakcję dziewczyn. - chłopaków oczywiście!
- jesteś tą od Tony'ego Cartera?- spytała dziewczyna w kruczoczarnych krótko ściętych włosach i dużych ciemnych oczach wydawałoby się charakterystycznych dla ciekawskiej dziewczyny.
- nazywam się Kate- przedstawiła się nie zaspakajając tym zainteresowania młodych dam. Bodajże wróżek.- Tak, przyszłam z Carterem. - przytaknęła zirytowana faktem, że tak nierozerwalne są osoby przychodzące razem na taką imprezę.
- hej dziewczyny, jakieś nowe ploteczki?- Kate spojrzała na dziewczynę w jasnobrązowych kręconych włosach za łopatki zwązanych w kucyka i stroju bynajmniej nie tutejszym. Suknia była jednolita wydekoltowana ale nie gorsetowa. Przy takich osobach jak ta dziewczyna czy np. Max, Kate czuła się jak zwykła dziewczyna, taka o której inni mówią "No wiesz, taka zwyczajna dziewczyna". Ona była piękna.
- Went zatańczył z Lindsay- zachichotała jedna z dziewczyn. Lidsay była prawdopodobnie ciekawska dziewczyną.
- Jestem Jennifer- przywitała się dziewczyna dostrzegając nagle Kate. Trudno jej było nie zauważyć odstawała od tłumu mając na sobie tak typowy strój.
- Kate
- przyszła z Tony'm- podpowiedziała Lindsay.
- oł...jesteś jego...
- nie...- zaprzeczyła naprędce chcąc w pośpiechu dodać "niestety"- przyszliśmy tylko razem....Znacie Matt'a? To mój przyjaciel- przekierowała rozmowę na wygodniejszą dla niej osobę.
- taaak! Jest uroczy...- podchwyciła temat jedna z dam.
Jennifer nie przestawała jej się przyglądać. Trudno było nie zauważyć, że zwraca uwagę na to co Kate mówi i jakie gesty wykonuje, uśmiechała się co jakiś czas wtórując dziewczyną ale sytuacja nie należała do zręcznych.
- długo znasz Tony'ego?- Jennifer najwyraźniej nie była zainteresowana sportowymi wyczynami Matt'a.
- od kilku miesięcy- odpowiedziała asekuracyjnie.
- będzie brał udział w wyścigach?
- to chyba zależy od niego...
- chodzi o klasyfikacje do zawodów w MotoGlobie- zaczęła patrząc na nią uważnie.
- z tego co wiem już się dostał- powiedziała chcąc ukryć zażenowanie jakie pojawiło się na jej twarzy kiedy pomyślała o ty jak podpisała pod wpływem szantażu ten głupi papierek.
- jest taki dobry?
- przynajmniej taką wersję podtrzymuje...
- ciekawe- zastanowiła się Jennifer.
Naokoło zawrzało. Kate dostrzegła idącego w jej kierunku Tony'ego.
- Hej- Jennifer najwyraźniej chciała coś powiedzieć chłopakowi ale ten nawet na nią nie spojrzał.
- mamy problem - powiedział. - ktoś nas wydał.
komentarze [9]Dzień w Lustrzanym Lesie
cz.1 >> piątek, 31 sierpnia 2007 15:43:50
Mary Black siedziała na łóżku z baldachimem, do złudzenia przypominające własne pozostawione w Hogwarcie. Podwójne drzwi balkonowe uchylone były minimalnie tak aby wpuszczały wystarczającą ilość powietrza by nie oziębić pomieszczenia ale wystarczająco by roztańczyć powiewające na wietrze i unoszące się w pokoju tiulowe białe zasłony. Dziewczyna przeglądała pergaminy z regulaminem, niedbale rozkładając je wokół siebie na pościeli. Były to wręcz lakoniczne zakazy. Tupu "nie wolno..." "zabronione jest..." "nakazane jest..." dostatecznie jasne do zrozumienia zwykłym nastolatkom ale nie dla niej.
-
24. Nie wolno przekraczać granicy lasu po 21. - kropka?!- Mary z oburzeniem szukała jakiegoś rozwinięcia typu "Samotne wędrowanie po tej godzinie jest niezwykle niebezpieczne z powodu(...)"Cokolwiek tego typu ale...niestety bezskutecznie.
25. Zakaz nocowania w domach nie przypisanym na początku rekrutacji.
26. Nie wolno używać różdżki na terenie szkolenia.
Szybko przerzuciła się do numerów 50-60, z uwagi na fakt iz te od 20 wydawały jej się zbyt oczywiste.
50. Nakazuje się ukłon w stronę profesora i osoby o wyższym stanowisku.
51. Nakazuje się czynny udział w wyścigach motorowych bądź w przygotowaniach do wyścigów.
52. Na terenie szkoły wolno przebywać jedynie w strojach charakterystycznych dla magów
Dziewczyna domyśliła się że owy nakaz dotyczy lekkiej białej sukni unoszącej się przy szafie.
Kroki w przedpokoju i ciche pukanie przerwały dziewczynie dalsze śledzenie pergaminów. W drzwiach stanęła Jane. Włosy miała związane i przebrana już była w ubranie obowiązujące w tutejszej szkole. Wyglądała w tym niezwykle dziewczęco. Mary była pewna że kto jak kto ale Jane potrafiła nawet lekki kompleks urody zamieć w cud natury. Co prawda nic nie pobije naturalności i oryginalnego wdzięku Max. Wstała, czując, że jest to w obowiązku przyszłej właścicielki MotoGlobu- szacunek do wszystkich ludzi, nawet tych których ledwo zna.
- podpisałaś już regulamin?- zapytała przyglądając się z nieukrywaną ciekawością pergaminom na jej łóżku. To pytanie niezwykle zaintrygowało Mary. -Jak to podpisałaś? Jest to w naszym obowiązku?- to było podejrzane i Mary zaczęło coraz mniej się to podobać. Ale Jane nie pozostawiła ją z wątpliwościami.
- Muszą mieć pewność że świadomie wkraczasz w szkolenie i jesteś bezgranicznie poświęcona kształceniu się tutaj a nie...- Zawahała się na moment jakby niepewna własnej słuszności- a nie facetom...
Mary w ostatniej chwili zacisnęła zęby żeby nie otworzyć ust ze zdziwienia.
- no tak mają się czego bać...
- podobno w trakcie ostatniej wizyty Hogwartu Ślizgonów chcieli wyrzucić za nocowanie...
- pomiń szczegóły...- do pokoju weszła Kate zarumieniona od słońca rzuciła się na łóżko swojej siostry. Mary i Jane wymieniły pytające spojrzenia.
- co cie tak zmęczyło siostro?- zadała pytanie Mary przeciągając zabawnie sylaby.
- zrobię coś do picia, zaraz wracam- Jane opuściła pokój zdając sobie sprawę że jest raczej zbyteczna w zaistniałej sytuacji.
- Mam zamiar się popłakać, wziąć zimny prysznic, wypić kufel kremowego piwa i zasnąć...kolejność naprawdę dowolna- odparła nie ruszając się z łóżka.
- o co chodzi?
- rozmawiałam z Tony'm, jeśli kłótnie można nazwać rozmową, później spotkałam przeszczęśliwego Matt'a, a na przypieczętowanie wspaniałego popołudnia dowiedziałam sie że przydzielają nas do innych poziomów, co oznacza że na zajęcia będzie chodzić razem tylko 4 razy w tygodniu(praktyka) a na domiar złego dostałam się do grupy razem z Jane i Tony'm!
- auć, konfrontacja nieunikniona- podsumowała siostra. - a ja z kim będę w grupie?
- Z Max...tylko- zamilkła na chwilę- Mary co ja mam zrobić?- spytała siadając po turecku.
- dać sobie spokój?
- jak?! - oburzyła się Kate
- przestać myśleć o Tony'm o Jane i tej głupiej sytuacji.
- Staram się nie myśleć, ale chyba myślę cały czas - Kate położyła się na plecach opadając bezsilnie na poduszki.
- dobra...idziemy na dół- postanowiła Mary zrywając się z łóżka i patrząc wyczekująco na siostrę.
- zostanę, może się zdrzemnę...
- nie możesz!
- nie mogę?
- to zabronione- oświadczyła podnosząc regulamin z łóżka, Kate dopiero teraz zauważyła porozrzucane kartki. Nieumyślnie przygniotła kilka z nich. - według paragrafu nr 24 zabronione jest zasypianie w nieswoim łóżku w pokoju, który nie został przydzielony w czasie rekrytacji.
- to był jakiś przydział?
- to mój pokój - oznajmiła
- byłam pewna że mój.
- popracuj nad intuicją
- nie słyszałam o paragrafie dotyczącym łóżka- zastanowiła się dziewczyna.
- cóż...paragraf może nie dotyczy łóżka ale dotyczy pokoju a pokój jest mój a łóżko jest jego nierozerwalną częścią.
- ok...- zgodziła się Kate wstając. - dlaczego masz tyle poduszek a ja mam tylko jedną?- spytała stając w drzwiach.
- nie lubisz tonąć w poduszkach- usprawiedliwiła się Mary z pewnym siebie uśmiechem.
- właśnie że lubię tonąć...zabrałaś je?! - jej twarz nie wyrażała pochwały do takiego zachowania.
- pożyczyłam...
- paragraf nr 5 zabrania kradzieży! - oznajmiła krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- przeczytałaś tylko 5 paragrafów?
- nie .... może 10....ale tych najfajniejszych, można by było ułożyć z nich listę. Na pierwszym miejscu byłby wtedy paragraf nr 5- wybrnęła.
- weź sobie zimny prysznic! - oznajmiła Mary zamykając przed nią drzwi do pokoju. Kate odwróciła się na pięcie i zniknęła za drzwiami swojego pokoju.
Mary stanęła przed niewielkim lustrem w bukowej ramie. Jednym ruchem ręki udało jej się poskromić kosmyki włosów, upinając je w wygodny kok. Przebrana w białą suknie sięgającą podłogi czuła jakby cofnęła się w czasie. Obowiązujący w Def strój szkolny był nieco intrygujący. Po chwili przyglądania się własnemu odbiciu pochyliła się i chwyciła suknie tak, aby mogła bez trudności zejść ze schodów. Jane przywitała ją głośnym "jak ty pięknie wyglądasz" na co Mary zareagowała szybkim tekstem- dzięki, miło to słyszeć, wychodzisz?- by po chwili ugryźć się w język. Przypominając sobie o niechęci swojej siostry do współlokatorki poczuła się nieswojo. Jednak pamiętając, że siostra jest w pokoju (i na pewno mało ją interesuje co robi teraz Jane na dole), pomyślała o rozmowie z Jane, ni to z przyjemności lecz dla samej ciekawości tajemniczej przeszłości Cartera. Wygodny był również fakt iż Max nie było w pobliżu więc nie mogła ingerować w temat rozmowy, mimo tego że jest to ich najlepsza przyjaciółka, temat Tony'ego i Kate był jej zupełnie obcy. Ot taka mała tajemnica. Mary weszła do kuchni chcąc zacząć rozmowę ale usłyszały pukanie do drzwi. Widocznie Max wróciła - zasmuciła się Mary.
- Witamy, to zaszczyt widzieć pana tutaj
Grzeczny ton Jane upewnił Mary, że to nie Max. Jedyne co przychodziło jej do głowy to wizytacja Robbiego. W pośpiechu przepasała się tuż pod biustem srebrno-złotą wstążką, którą trzymała cały czas w ręką nie wiedząc jak jej użyć. Biegiem wyszła z kuchni unosząc suknie by nie przewrócić się o jej skrawek. Przystanęła ze zdziwienia widząc przy drzwiach znaną postać barczystego, pewnego siebie mężczyzny.
- Mary chodź tutaj- powiedział rozkładając ręce. Mary powoli podeszła do ojca i przymusowo zatopiła się w niezręcznym uścisku.
- co cię tutaj sprowadza tato?
- martwiłem się
Ojciec rozejrzał się po pomieszczeniu z uznaniem. Ruszył w strone kuchni, zajrzał do niej, przyjrzał się schodom, minął dziewczyny i zaczął podziwiać obraz dokładnie ten sam przy którym kilka godzin temu stała Kate. Jane uśmiechała się śledząc poczynania Toma Lighta
- piękny dom, nieprawdaż? To miłe że pan nas odwiedził, może ma pan ochotę na sok z dyni?
Oficjalny ton Jane zaniepokoił Mary, zwłaszcza że to ona powinna powitać w ten sposób swojego przybranego ale bądź co bądź ojca.
- Tak, tato napijesz się?
Zapytała kierując się w stronę kuchni. Jane zastąpiła jej droge wysyłając dwuznaczne spojrzenie typu " jak śmiesz" albo " zostań z tatą, ja przecież mogę to zrobić" Chcąc nie chcąc zgodziła się, żeby Jane ich obsługiwała. Tom Light stał z rękami z tyłu, odwrócił się dopiero kiedy Mary usiadła na kanapie i poprosiła by uczynił to samo.
- Kate widziała już MotoGlob? Prace poszły do przodu od kąd widziałaś go ostatnio jest fantastyczny! - mówił zafascynowany swoim dokonaniem.
- już widać go nad lasem, robi wrażenie- przytaknęła Mary.
- Mary, chciałbym abyście uważały na siebie i przestrzegały regulaminu- usiadł obok córki utrzymując kontakt wzrokowy.
- oczywiście!
- Regulamin jest bardzo ważny, ostatnio został zaostrzony...nie wyczytasz tego bezpośrednio z paragrafów ale złamanie jakiegokolwiek zakazu grozi nawet pozbawieniem zdolności magicznych w twoim przypadku byłyby to zaklęcia wolne.
- dobrze, będziemy uważać...
- sok z dyni!- Jane wyszła z kuchni i z gracją podarowała Ministrowi sok w najładniejszym kuflu jakie posiadały.
*******
Lekcje zaczęły się dnia 2 o 9 rano( błogosławieństwo!).
Mary niepewnie weszła do sali pełnej obcych ludzi. Ławek było zaledwie tuzin , mimo wszystko pomieszczenie zdawało się być ogromne. Po lewej stronie od wejścia stał wielki podest z biurkiem nauczyciela i kilka regałów.Na pierwszy rzut oka zauważyła, że nie ma w tej klasie chłopaków. Nie trudno było się domyśleć, że czuła się rozczarowana. Będąc tu wracała do korzeni. Przed wyjazdem do Hogwartu nie myślała o związkach, zobowiązaniach- to nie było dla niej, i tak właśnie chciała poczuć się w Def. Jednak sala pełna dziewczyn wydawała się bez męskich twarzy bardzo pusta. Miała wybór- teoria/ praktyka- jako że szlifowała swoje umiejętności zaklęć wolnych od lat trafiła do klasy praktycznej. Zdziwiła się, że nie trafiła tu z Kate. Początkowo cieszyła się ale jednak brak znajomej twarzy bardzo jej dokuczał. Odgarnęła opadające na twarz włosy i ruszyła do pierwszej ławki z brzegu. Przed nią siedziała dziewczyna o krótkich zielonych włosach, która Nie mogła doczekać się nauczyciela. Kiedy Max weszła do klasy naokoło słychać były zachwyty (o ironio!) dziewczyn.
- masz piękne włosy- rzuciła jakaś dziewczyna patrząc na nią zazdrośnie. Mary usiadła niedaleko Mary ale jednak zbyt daleko aby móc się kontaktować.
Mary położyła ręce na ławce i czekała zanurzając się we wspomnieniach. Nie mogła zapomnieć o Braianie, szczególnie w nocy kiedy to myśli krążą wokół nieprzyjaznych wspomnień. Blask księżyca wypełnia pokój a ona widzi oczami wyobraźni swojego ulubionego kolegę. Tłumaczyła sobie że on nie był w stanie jej pokochać jako wampir. Wampiry nie mają uczuć, przynajmniej tak sądziła. Braian nie był w stanie odwzajemnić takiego uczucia jakim go darzyła i takiej wersji się trzymała. Kiedy pojawił się nauczyciel wszyscy ucichli. Wysoki, rudowłosy mężczyzna w długim czarnym płaszczu stanął na podeście i zaczął mówić. Jego głos był niesamowicie melodyjny, kiedy mówił wolno przechadzał się po podium a jego płaszcz delikatnie falował, odnosiło się wrażenie, że obcuje się z ... mistrzem. Mary zauważyła jak dziewczyna przed nią opiera ręką głowę bynajmniej nie ze znudzenia.
W sali wyczuć można było niebywałe skupienie i zachwyt nad nauczycielem. W jednym momencie zobaczyła jego oczy, były brązowo-miodowe a spojrzenie bardzo przenikliwe. Chwile przyglądał jej się badawczo.
- witam nowych uczniów, mam nadzieje, że nauka tutaj będzie od dzisiaj samą przyjemnością. Mam taki zaszczyt, że uczę uczniów z dużym potencjałem umiejętności. Cieszę się, że jesteście.
Zakończył wysyłając łagodny uśmiech wszystkim zebranym.
-Widzę, że są wszyscy.
Drzwi od sali otworzyły się z hukiem. Mary odwróciła się w ich strone siedziała bowiem najbliżej. Wielkie bukowe drzwi otwarte były na ościerz. W drzwiach stanęło kilkoro młodzieńców. Ubrani byli identycznie- czarne satynowe koszule z długimi rękawami. Część chłopaków weszła do klasy, na przodzie stanął brązowooki brunet. Miał jasną karnacje i ciemną oprawe oka. Uśmiechnął się do wszystkim z zakłopotaniem. Chłopcy za nim wybuchnęli śmiechem
- O co znów chodzi?
Nauczyciel zamaszystym krokiem podszedł do chłopaków. Mary nie przestawała przyglądać się chłopakowi, który stał najbliżej. Był intrygujący, szerokie ramiona, niedbale zapięta koszula i spojrzenie pełne pewności siebie. Kiedy zauważyła, że chłopak również się jej przygląda wróciła szybko wzrokiem na ławkę.
- Słucham Kilmer jakiś problem? O co chodzi Stivenson, Fossil?Vans? Macie 5 minut- zaczął wyprowadzając chłopaków za drzwi i zamykając je. Wrócił po 10 minutach dokańczając swoją krótką wypowiedź i szybko kończąc lekcje.
- Kilmer?
Dziewczyna znała to nazwisko. Była pewna, że gdzieś już je słyszała. "Może ktoś z jego rodziny chodzi do Hogwartu?"
- koniec lekcji mamy pół godziny przerwy- odparła dziewczyna siedząca przed nią i przerywając jej rozmyślania. Mary uśmiechnęła się. - jestem Mika- odparła obca dziewczyna podając swoją dłoń
- Mary
- chcesz się przejść? Nie wytrzymam ani jednej minuty dłużej w tej sali bez Geralda
- kogo?
- naszego mistrza Geralda.
Mary uśmiechnęła się do wesołej zielonowłosej dziewczyny. Wyglądała na miłą dziewczynę. Na rękach miała dużo kolorowych bransoletek więc kiedy mówiła i gestykulowała rękami słychać było charakterystyczne brzęczenie. Miała dosyć oryginalne opadające na ramiona włosy z wystrzępionymi końcówkami. Duże czarne oczy, piękną białą spódnice z delikatnego materiału i gorset.
- jest miły- zagadnęła nowo poznaną koleżankę wstając i wychodząc z sali. Obróciła się chcąc wyhaczyć spojrzeniem Max ale ta zajęła się rozmową z grupką zachwyconych dziewczyn.
- jest cudny - odpowiedziała Mika wzdychając.
Kiedy wyszli na zewnątrz Mary zauważyła Larrego stojącego z chłopakami z Def.
- Czy chłopaki nie mają z wami zajęć?- zapytała koleżankę niezwykle ciekawa reguł nowej szkoły.
- nie, na praktyce raczej nie. Są na wyższych stopniach nauczania. Zaczynają naukę wcześniej.
- co za dyskryminacja. Kobiety i mężczyźni powinni być na tych samych poziomach- powiedziała Mary wyraźnie oburzona nowiną. Tymczasem to strasznie rozśmieszyło towarzyszkę. Podeszli razem do ławki i usiadły.
- nauka w Hogwarcie musi się chyba bardzo różnić od naszej- powiedziała nadal się śmiejąc.
- zajęcia dzielimy z chłopakami. Mieszkamy razem tzn. dzielimy Pokój wspólny.
Mary bezskutecznie próbowała wytłumaczyć Mik na czym polega nauka w Hogwarcie, bo koleżanka na każde słowo tj. "pokój wspólny" czy "dormitorium" reagowała głośnym wybuchem śmiechu. Uspokoiła się dopiero kiedy podszedł do nich Larry.
- Hej, jak tam pierwsza lekcja?
- krótka- podsumowała Mary spoglądając na nową koleżankę- to jest Mika
- Larry, miło mi, z kim jesteś?
Mary zdziwiła się reakcją Larrego, nie powinien ignorować tej dziewczyny skoro jest tu nowy.
- z Max
Powiedziała szybko mając nadzieje, że kolega uzna to za dość wyczerpującą odpowiedź i odejdzie.
- jesteś w najlepszej grupie, może przy systematycznej pracy uda mi się do ciebie dołączyć?- zażartował
- nie sądzę- zagadnęła Mika a Larry szybko pochwycił temat
- nie?
- jeżeli chciałbyś brać udział w naszych zajęciach praktycznych musiałbyś zdobyć przywilej asystenta mistrza a taki już istnieje
-byłbym wiceasystentem
- nie ma wiceasystenta są pomocnicy asystenta a takich już jest kilkoro- powiedziała widocznie zadowolona z tego rodzaju informacji. Mary przysłuchiwała się temu z zainteresowaniem. Można było wyczuć między tą dwójką ciekawą chemie.
- przecież nie będą nimi do końca...- zasugerował na co Mika z gracją wstała i mijając go powiedziała
- racja, Mary masz jeszcze 15 minut- po czym znikła w tłumie dziewczyn
Chłopak usiadł obok koleżanki. Chwile milczeli.
- jak się ona nazywa?
- Mika
- ładnie...
Po zaledwie 5 minut spotkała się z Kate i Max.
Mary poprawiła sobie jedwabną suknie i odgarnęła opadajace włosy- było gorąco jak na koniec kwietnia można by rzec że upalnie.
- podobno później będziemy nosić to- Max wskazała koleżance tkanine którą niosła jedna z tutejszych dziewczyn.
- przecież jest prawie przezroczysta- Kate zirytowała się na samą myśl, że mogłaby w czymś takim chodzić.
- to tylko takie wrażenie. jest delikatne i wygodne- podsumowała Mika nagle dochodząc do grupy.
- To jest Mika, jest z nami w grupie- przedstawiła ją Mary zadowolona z nowo poznanej koleżanki.
- w tej wybitnie uzdolnionej- oburzyła się Max. Całe to dzielenie na lepszych i gorszych wcale się jej nie uśmiechało- to nie jest dobry sposób edukacji- powiedziała krzyżując ręce. Mika nie odpowiedziała.
- zebranie rozpoczęte, upolowałyście już jakiś nieszczęśników- do grupy podszedł niebieskooki osobnik. Kate zrobiła charakterystyczny ruch oczami dając wszystkim do zrozumienia że to Ślizgon.
- Daj spokój Crab- oświadczył Tony stający obok kumpla- zaczynamy tu od nowa, musimy mieć dobrą opinie- powiedział uśmiechając się do zielonowłosej dziewczyny, która zarumieniła się. Chłopak jednak mimo wszelkich pozorów nie odezwał się do Kate tylko wysłał jej krótkie spojrzenie po czym wyminął je tak po prostu.
- na niektórych ten Las ma dobry wpływ - zaśmiała się Max. Kate zaskoczona takim zachowaniem podążyła wzrokiem za chłopakiem.
- Lekcja!- krzyknęła Mika- szybko, Gerald nie lubi spóźnialskich!
- chyba żaden nauczyciel nie lubi...- zakpiła Max wstając powoli.
****
komentarze [1]Żeby nie było:) >> niedziela, 29 lipica 2007 17:31:06
Już niedługo...:)
komentarze [2]Pierwszy dzień w Lustrzanym Lesie >> wtorek, 5 czerwca 2007 18:15:52
Dom do którego przydzielono siostry Black, mieścił się 2 przecznice od granicy lasu. W drodze do nowego lokum minęły fontannę w której lśniły złote monety. W końcu stanęły przed domem nr 23 i ... przystanęły ze zdumienia. Był to okazały 2 piętrowy domek, a raczej chatka, bo zbudowany był z mocnych pni drzew.
- ale chata!- Kate nie kryła radości- a już widziałam jak wchodzimy do podziemia!
- Max powinna być w środku jeśli dostała się z nami
- hę?
- drzwi są otwarte- oznajmiła Mary wchodząc po zgrabnych schodkach i wchodząc bez skrupułów do środka. Siostra posłusznie podążyła za nią. Wnętrze domu, było dość obszerne i jasne, jakby gotowe do sprzedaży. Było czysto i schludnie. Na środku stała sofa podobna do tej którą miały w PW tyle że nieco bardziej gustowna. Po lewej stał ogromny stary regał z księgami i mały stolik na ...4 osoby
- Max!- krzyknęła Mary zrzucając kurtkę na sofę i wchodząc do wnętrza domu. Tuż za salonem znajdowały się schody prowadzące na pierwsze piętro. - sprawdzę na górze- Mary wbiegła po schodach i w końcu zniknęła z pola widzenia Kate. Dziewczyna schowała ręce do tylnych kieszeni i rozejrzała się dokładnie. Sofa, dywan, stolik jej wzrok przyciągnął obraz wiszący na zachodniej ścianie. Przedstawiał lustrzany las, tak...to na pewno był ten las. Czerwone drzewa, promienie przechodzące przez liście koron drzew, wiatr poruszający długą złotą trawę w której leżała jakaś kobieta. Kate podeszła bliżej, gdy nagle usłyszała za sobą czyjeś kroki. Mechanicznie odwróciła się myśląc że to Max, lubiła straszyć ludzi, oczywiście dla zabawy.
- czujna jesteś- zaśmiała się blondynka. Tak, tylko one i Max...wiedziała że nie może być tak pięknie. Nowa lokatorka patrzyła na Kate swoimi brązowymi oczami. Była zgrabna, co prawda o chłopięcej posturze ale robiła wrażenie niezwykle atrakcyjnej dziewczyny.
- mieszkasz tu?- spytała kate dla pewności.
- tak, jestem tu od jakiś 15 minut...
- jesteś z ....- Kate starała się skojarzyć ją z kimś ze szkoły
- z Revenclavu!- dokończyła szybko
- oh, faktycznie
- a ty z Gryffindoru? Od razu wiedziałam...
- to znaczy?
- jesteś przybraną córką Ministra?
- cóż....dokładnie- Kate miała ochotę coś dopowiedzieć ale nie chciała drążyć tematu ich pochodzenia.
- będę z wami mieszkać? To jest, z tobą i twoja siostrą? Super!
- będzie jeszcze Max nasza przyjaciółka, też z Gryffindoru
- Tak? Dziewczyna Bill'ego? Znam ją!
- świetnie- powiedziała Kate ironicznie odwracając się do obrazu.
- idę przywitać się z twoją siostrą, jest na górze?
- tak...
- nie przedstawiłam się, to przez to zamieszanie! Jane Ross- dziewczyna wyciągnęła do niej rękę a Kate dosłownie przeszedł dreszcz.
- Kate Black...to jest Light!
- fajnie że będziemy współlokatorkami!- odeszła odrzucając z gracją swoje blond włosy. Kate usiadła na sofie analizując wszystko w głowie. Los potrafi być przewrotny, myślała ze jak spotka Jane to wyprubuje z niej jakieś zaklęcie werbalne z zazdrości o Tony'ego a teraz przyszło jej mieszkać pod jednym dachem z dawną(miejmy nadzieje) jego sympatią. Musiała się przewietrzyć! Opuściła dom wychodząc na uliczkę mijając co chwila ludzi z których większość pamiętała z Hogwartu, w końcu też dostrzegła Tony'ego. Odwróciła się na pięcie widząc jak chłopak przeprasza na chwilę kolegów i zmierza w jej kierunku.
- byłaś już w lesie?- spytał ją idąc krok za nią.
- Tak wiele razy- Tony złapał ją za rękę i spojrzał na nia z uśmiechem nachylił się do jej ucha.
- w lustrzanym lesie?
- nie, jesteśmy tutaj od zaledwie godziny.
- chciałabyś?
- pewnie będę miała masę okazji
- ze mną?- zapytał chcąc ją jeszcze zatrzymać.
- chcesz wiedzieć dlaczego jestem dla ciebie take nieprzystępna?
- nie wiem...
- bo ci nie ufam!
- podaj przykład
- eliksiry!
- daj spokój to był jeden, jedyny raz! Nie możesz mnie oskarżać za tej jeden raz!
- aż jeden!
- tylko jeden Kate.
- Daruj sobie, nigdzie z tobą nie pójdę. Mam swoje zasady.
- Zasady, potrzebny ci jest chłopak a nie zasady.
- powiedział ten który był kiedyś w stałym związku. Niezwykle skromny pan Tony Carter.
- na 90% złamiesz tą zasadę w ciągu 24 godzin.
- a co z 10%?
- na 10% złamiesz ją sama
Chłopak wycofał się kierując się w stronę lasu. Kate ogarnęła złość, przecież wcale jej nie znał, postanowiła, że nie wejdzie do lasu w ciągy doby chodźby po to by mu to udowodnić. Rozejrzała się mając nadzieje że zobaczy Matta. Nie trwało to długo, kiedy przy fontannie zobaczyła roześmianego przyjaciela idącego w jej stronę. Fontanna znajdowała się pośrodku wolnego placu i była piękna. W około niej biegła marmurowa posadzka dookoła której rosły małe drobne bordowe kwiatuszki.
- nie zmarnuje ani jednego dnia będąc tutaj
Matt podszedł do niej z wesołym uśmiechem, zwrócił twarz w strone słońca i roześmiał się. Kate zawtórowała mu. Przyjaciel objął ją mocno i uniół do góry.
- Matt nie wygłupiaj się
Chłopak postawił ją na ziemi
- powiedz mi że to jest prawda...
- to jest prawda
- słońce jest takie wesołe, czujesz to?
Dziewczyna spojrzała do góry, słońce poraziło ją i na moment zamroczyło.
- tak, cudowne
- mieszkam tam
Powiedział wskazując na domek z drewna wcale nie różniący się od tego w którym oni mieszkali. Widać było, że pobyt tutaj sprawia mu dużo radości. Dziewczyna przytaknęła z uznaniem i spojrzała na chłopaka który patrzył na nią wyczekująco
- ładny
- prawda?
Matt wyglądał na szczęśliwego- wracaj do domu zaraz dowiecie się gdzie was przydzielili...do których nauczycieli...rozumiesz?
Dziewczyna przytaknęła
Carter otworzył drzwi do domu i wszedł do niego patrząc w podłogę. Od progu, jak zwykle uderzył go hałas spowodowany jego kumplami i kilkoma dziewczynami. Na sofie przy oknie po prawej stronie siedział Draco obejmując szerokim ramieniem Alison. Na drugiej kanapie prostopadłej do niej siedział Jess wraz z dwiema Koreankami z Slytherinu. Tony przywitał się ze wszystkimi unosząc niezdarnie ręke i zmierzając w stronę kuchni. W drzwiach minął się z nijakim Larrym z Gryffindoru niosącym w wielkiej szklance zielony napój. Niezwykłe zrządzenie losy przyłączyć do trójki ślizgonów-gryfona ale cóż tej kwestii nie mogli podważyć, mimo tego, że Jess dał z siebie wszystko rozmawiając z Robbim usłyszał " brak podziału na domy, nie ma wyjątków". Jak na razie nikt nie ucierpiał. W przejściu do kuchni chwile mierzyli się wzrokiem po czym obojgu udało się przejść. Tony wszedł do małej ale ładnie urządzonej kuchni. Na blacie przy oknie stało kilka kufli kremowego piwa(dostali od Snape jako łapówka do bezproblemowego transportu na wyspe) i jakiś kwiatek który nie wyglądał najlepiej, gdyż ktoś przez nieuwagę złamał mu łodyżkę. Tony oparł ręce na owym blacie i utkwił wzrok w dziwnym kwiatku. Dzień był wyczerpujący. Zaczynając od porannej kłótni z Malfoy'em a na rozmowie z Kate kończąc. Odkąd poznał córkę Light'a coraz trudniej było bu dogadać się z Draconem. Coraz więcej razy się kłócili. Tego ranka Draco wytknął mu zdrade wobec przyjaciół tym, że spotyka się z "człowiekiem ministra". Dla Malfoya była to sprawa priorytetowa, zważając na to, że nienawidzi każdego kto śpi, je tam gdzie Potter a co gorsza jest nijako związany z ministrem, którego głównym celem jest integracja wszystkich posiadających magiczne zdolności a nie koniecznie będących czarodziejami. Od wieków urząd ministra nie przejął nikt kto myślał inaczej. Chłopak chwycił pierwszy z kuflów rozmyślając nad sprawą Kate. Wiedział, że ta znajomość dużo go kosztuje ale nie potrafił tej znajomości zakończyć. Problem tkwił w tym, że jak narazie wychodzi na tym na minusie. Uniósł oczy i spojrzał w okno gdzie odbił się stojący przy drzwiach oparty o futrynę Draco.
- Jeżeli zamierzasz mi wypomnieć to, że podeszłem do kate, daruj sobie... - odłożył kufel nadal nie odwracając się do kumpla. Czuł jego wzrok na swoich plecach ale nie odwrócił się, wiedział że wówczas Draco wyśle mu ignoranckie spojrzenie i wyjdzie pozostawiając go na przegranej pozycji...nie poniży się do tego stopnia
- rób jak chcesz jeżeli jesteś w stanie ją do siebie przekonać...zrób to,tylko nie zapomnij że wokół- podszedł do niego biorąc kufel i opierając się o szafę z konfiturami- jest całe mnóstwo lasek które nie jedno by poświęciły
Wziął łyk i westchnął głośno spoglądając z pewnością w stronę salonu. Tony katem oka spojrzał na kumpla. Ostre rysy twarze, doskonale ułożone włosy, typ arystokraty... mający za nic pieniądze, władze, żyjący własnymi prawami, Tony zaśmiał się biorąc łyk piwa
- mam racje?
Miał, chłopak doskonale zdawał sobie z tego sprawe, cześć kobiet pociąga możność, surowość, bezczelne zachowanie, uważają to za pociągające. Chłopak patrzył się na Malfoya i z każdą chwilą utwierdzał się w przekonaniu, że jest dokładnie taki sam choć przez cały czas sądził, że jest inny. Nie przestawał się z tego śmiać. Mięśnie twarzy dłużej nie mogły wytrzymać wstrzymywanego uśmiechu. Tony wybuchnął śmiechem a Draco poszedł w jego ślady.
- Draco... ile można na ciebie czekać!
z salonu dobiegł głos Alison, która widocznie usłyszała śmiech chłopaków i miała nadzieje,że Malfoy podzieli się z nią tą "śmieszną" informacją.
- Idę
odkrzyknął biorąc kolejny łyk i odkładając kufel pół pustego kremowe piwo na blacie. Tony odprowadził go wzrokiem- "Draco ta gra nie polega na tym by złapać zajączka ale by go gonić" powiedział w myślach zdając sobie sprawę, że kumpel nigdy tego od niego nie usłyszy a choćby nawet nigdy nie przyzna mu racji. Ponieważ oboje mieli różne zdania na temat zwrócenia na siebie uwagi płci przeciwnej.
komentarze [7]Porzucony... >> wtorek, 29 maja 2007 08:51:17
Jasne, człowiek nie pisze notek bo ma na głowie zbliżający się koniec roku a oni ,, blog został porzucony'' co za niekompetencja, jak można usuwać ,,pamiętniki'' przecież mają starczać na lata...oj zawiodłam się na mylogu.
Proszę nie komentować tej notki, po dodaniu nowej zostanie ona usunięta.
komentarze [0]Dzień wyjazdu do Lustrzanego Lasu >> niedziela, 8 kwietnia 2007 17:13:53
- kufry spakowane?- Mancy krzątała się między gryfonami a obok niej latający notes z samopiszącym piórem. - spakowane?!
- tak jest - odpowiedział jej chórek sióstr Black.
- szkoda, że wyjeżdżacie....- powiedziała łamliwym głosem.
- to zaledwie miesiąc...- pocieszyła ją Kate, chociaż w duchu cieszyła się, że aż miesiąc.
- półtora- poprawiła ją siostra a dziewczyna uśmiechnęła się do niej uprzejmie i ruszyła w kierunku portretu Grubej Damy.
- gdzie idziesz?
- pożegnać się z ludźmi!
- ale mamy jeszcze....- zanim Mary zdążyła przyprowadzić Kate do porządku, dziewczyna wymknęła się na korytarz prowadzący do głównego holu. Powoli zbiegała ze schodów, jak to miała w zwyczaju kiedy natknęła się na Tony'ego. Praktycznie rzecz biorąc wpadła na niego.
- Hej!- Tony uśmiechnął się pokazując jej szereg równiutkich białych zębów.
- ręce przy sobie!- powiedziała w opanowaniu kiedy chłopak położył ręce na jej biodrach.
- złościsz się?
- nie, wcale- zbyła go krótkich tekstem chcąc wyminąć chłopaka ale ten zaszedł jej drogę.- najpierw na mnie wpadasz nie mówiąc przepraszam, a teraz nie dasz mi przejść?
- poprawka Kate, to ty na mnie wpadłaś
- mało tego, że mnie szantażujesz i utrudniasz życie to jeszcze będziesz mnie wkurzać? Co jeszcze masz w zanadrzu, będziesz mnie śledzić? Czekać na odpowiedni moment żeby mnie upokorzyć, tak jak na lekcji Snape'a?
- tak, wynająłem pokój obok twojego domku w Lustrzanym Lesie, żeby móc patrzeć przez okno jak jesz, uczysz się i śpisz.
- bardzo zabawne...
- myślałem, że śmieszne oskarżenie zasługuje na śmieszną odpowiedź.
- więc to tylko zbieg okoliczności że masz udział we wszystkich tych dziwnych sytuacjach jak lekcja ze Snape'm czy ten głupi motor?!
- Na to wygląda...
- Powiedz mi dlaczego uparłeś się żeby mnie wyprowadzać z równowagi przy każdym naszym spotkaniu?
- Poza tym, że to fajna zabawa....właściwie to tyle, to fajna zabawa!- rozłożył ręce na znak bezradności. Wciąż się uśmiechał, wyglądał jakby ta rozmowa sprawiała mu wielką frajdę.
- choć raz mógłbyś być miły, tak jak wtedy przy zachodniej wieży....przecież potrafisz zachowywać się jak normalny człowiek!
- Normalność jest nudna i przeceniona- oświadczył a Kate odwróciła głowę nie mogąc znieść tego sarkastycznego tonu. - to nie z powodu normalności mnie lubisz- dodał a dziewczyna wysłała mu zaskoczone spojrzenie. Zbliżył się do niej na tyle blisko że wyraźnie widziała źrenice w jego ciemnych brązowych oczach. W tym momencie usłyszała głosy gryfonów.
- muszę lecieć- powiedział w pośpiechu schodząc ze schodów.
- Kate? Już wracasz? Dużo ludzi jest w Wielkiej Sali? Może poczekamy co? - Mary chwyciła siostrę pod rękę i prowadziła ze schodów.
- widziałaś się z Max? Od rana jej nie widziałam- odezwała się Mancy.
- Mary!- z zatłoczonego korytarza dobiegł do nich głos Will. Krótkościenta szatynka podbiegła do dziewczyn z nierozłączną torbą pełną książek. - cieszę się, że was złapałam, mam masę nauki i nie będę mogła was pożegnać o 12 ale przechodząc z biblioteki do pokoju gryfonów będę przechodzić obok wieży północnej a wejście na balkon stanowiący przejście do wieży zachodniej zajmie mi tylko pół minuty i skróci drogę do Pokoju Wspólnego o jakieś 5 minut więc, może zobaczę jak wychodzicie ze szkoły- zakończyła z błyskiem w oku, wymyślenie tego wszystkiego chyba się jej spodobało. Uścisnęła serdecznie obie z osobna.
- dzięki Will, widziałaś może Max?- Mary niepokoiła się, że jej przyjaciółka mogłaby zrezygnować z wyjazdu na rzecz jej związku z Bill'em.
- tak, nawet kilka razy, o 6:30 wyszła z Bill'em na błonia, wrócili po 15 minutach, o 6:50 minęłam się z nią na korytarzu prowadzącym do piwnic, nawet się nie przywitała...później byłam na nią zła z powodu tego incydentu ....
- wiecie co, przypomniało mi się że nie wzięłam listy 3-klasistów wychodzących do Hogmase, nie czekajcie na mnie!- po tych słowach Mancy ruszyła przed siebie.
- Chyba poszła nie w tym kierunku...- powiedziała szeptem Kate.
- nieważne!- ucięła Mary
- o 7:10 widziałam jak wjeżdża schodami na 5 piętro....
- konkrety Will! Kiedy widziałaś ją ostatni raz?- spytała Kate zniecierpliwionym głosem.
- tutaj w łazience- wskazała drzwi kilka metrów za nią.
- dziękuję!
- pójdę do niej, spotkamy się w Wielkiej Sali- zwróciła się Mary do siostry po czym ruszyła w kierunku łazienki.
- dzięki Will, Max przechodzi ostatnio ciężkie chwile- Kate starała się pozostać miła dla koleżanki.
- poprawiłaś się już z eliksirów?- zapytała.
- tak...
- Carter zachował się jak kretyn, a Snape jest idiotą!
- wiem- zaśmiała się dziewczyna.
- ciekawy przypadek z tego Cartera, w tamtym roku, uparł się na takiej Krukonce, nazywała się Jane?Chyba właśnie tak Jane Ross ...wszędzie gdzie się pojawiła był Carter. Ktoś prowadził nawet album ich znajomości.
- o rany....
- tak było, nigdy nie byli razem ale cała szkoła ich znała, słynne było jego wchodzenie do klasy gdzie miała lekcje i hasło typu ''cześć skarbie''.
- jesteś skarbnicą wiedzy!
- odbieram to za komplement, ale wracając do tematu, ślizgoni rzadko mają lekcję z Krukonami więc piątek to był dzień Cartera, wtedy miał z nią zaklęcia i zielarstwo. Przyjęło się nawet mówić, że lekcja była w stylu Tony'ego Cartera czyli pełna cynicznego humoru. Ale ciebie to pewnie nie interesuje, w końcu chyba wkurzyłaś się na tego gościa?
- tak, ale chętnie posłucham czegoś więcej- powiedziała ale widząc zaniepokojony wzrok Will dodała- w ramie uodpornienia, no wiesz, nie chcę żeby podobna sytuacja jak ta ostatnia na eliksirach miała znowu kiedykolwiek miejsce...- dziewczyna przyjrzała jej się z uwagą.
- ok. , chodźmy do biblioteki!
***
- Max?- Mary weszła do łazienki w której były jedynie jakieś gryfonki, dziewczyna domyśliła się że to pierwszoroczni, bo były bardzo podekscytowane ustawieniem lusterek i całego wystroju.
- szukasz jakiegoś chłopaka?- zapytała jedna z nich, bardzo zainteresowana.
- czy ja wyglądam na chłopaka?!- zapytała oburzona Max, wychodząc z toalety.
- nie- odpowiedziały równocześnie trochę przestraszone.
- chyba powinniście być na śniadaniu...- zanim Mary zdążyła dokończyć zdanie już ich nie było.
- stało się coś?- Max spojrzała w lusterko poprawiając włosy i makijaż.
- powiedz że nie płakałaś!
Dziewczyna spojrzała na przyjaciółkę przelotnie.
- nie płakałam...
- Max!To zaledwie półtora miesiąca, dobrze wam zrobi rozłąka
- nie wiesz jak trudno utrzymać przy sobie takiego chłopaka jak Bill, cały czas kręcą się koło niego jakieś śmiejące się idiotki, tylko czekają aż zostawię go samego!- powiedziała emocjonując się przy tym bardzo.
-Bill to fajny chłopak, a ty jesteś według mnie i całej reszty męskiej części Hogwartu uważana za najpiękniejszą dziewczynę w szkole. Byłby skończonym dupkiem gdyby znalazł sobie kogoś innego. Wierz mi, to raczej on powinien się obawiać o ciebie, szybko rozkochujesz w sobie facetów. - oznajmiła wierząc w zupełności w swoje słowa.
- tak myślisz?
- twoja skromność mnie przerasta!
- nie powiedziałam ci jednego....
- przerażasz mnie
- zerwałam z nim
- świetny żart a teraz na serio co miałaś mi do powiedzenia? O rany, Max....
- faceci wariują kiedy dziewczyna zostawi go samego na tydzień, a co dopiero półtora miesiąca...nie chciałam przysporzyć mu takich cierpień.
- odkręcisz to!- powiedziała a Max miała już łzy w oczach
- nie potrafię.....- powiedziała rozpłakując się nagle.
- teraz! I nie ma zmiłuj...kochasz go!
- a jak znalazł sobie kogoś innego...?
- to zaprosisz ją na pojedynek, w końcu znana jesteś z niezawodnych metod zrywania z chłopakami, więc czemu nie miałoby to poskutkować w drugą stronę?
- tak zrobię...
- głodna jestem,dawanie rad jest wyczerpujące...
***
W tym czasie Kate i Will usiadły w odseparowanym miejscu w bibliotece.
- mam tylko 10 minut- odparła wykładając na ławkę ksiażki.
- a co będzie za 10 minut?
- spotykam się z klubem zajmującym się badaniem Historii Hogwartu
- ciekawe...
- robię to na zlecenie AC - powiedziała dumnym głosem.
- kogo?- Kate zmarszczyła brwi, w życiu nie słyszała takiego skrótu.
- Matt'a, usłyszałam raz jak tak na niego mówią, no wiesz Anioł Ciemności
- ok...no więc na czym skończyłyśmy?
- W tamtym roku dużo się działo, sprzeczki Mayfloya z Potterem były na porządku dziennym ale tu mieliśmy do czynienia z istną parodią. Carter rzadko bywał w szkole, tak naprawdę to przychodził tylko w piątek i czasami w sobotę, mówili że zajmował się pracą w ministerstwie, no a Snape wszędzie go usprawiedliwiał. Zastanawiałam się czy on kręci z Jane, bo to fajna dziewczyna, pod koniec roku nawet często widywani byli razem ale przyszedł nowy rok i narazie cisza.
- Tony się z nią spotykał?- zapytała a Will spojrzała na nią jakby nie wiedziała o co chodzi. - znaczy Carter....czy Carter się z nią spotykał?
- oficjalnie nie, ale słyszałam jak Jane opowiadała swojej koleżance o tym że rozmawiała z nim w przejściu do wieży zachodniej i że Carter do niej zarywał. Chłopak ma dziwny sposób na podryw. - Kate zaniepokoiła się słowami przyjaciółki, opowiadana przez nią historia dziwnie przypominała jej o ich własnym spotkaniu przy wieży zachodniej.
- myślisz że tylko tak żartował, może się w niej zakochał?- te myśli ukłuky Kate i z trudem przeszły jej przez gardło.
- może...byłaby z nich piękna para, ja myślę że ten cały Tony to w gruncie rzeczy dobry chłopak i wiem że Jane bardzo go lubiła, mówiąc bardzo mam na myśli coś więcej- dodała z uśmiechem- nie wiem czy to działało w obie strony.
- wow- Kate nie była w stanie powiedzieć nic więcej. Była w szoku.
- nie chce żebyś myślała że interesuje się życiem innych ludzi ale fajnie jest patrzeć jak wymieniają się spojrzeniami na korytarzu, to takie urocze i tajemnicze, bo w końcu już ze sobą nie rozmawiają, a Carter przestał chodzić na zielarstwo. - westchnęła pod koniec zdania. - cześć Natascha! - ożywiła się kiedy podeszła do niej dziewczyna najprawdopodobniej z ''klubu''.
- pójdę już...
- trzymaj się Kate! - dziewczyna wysłała jej uprzejmy uśmiech. Po czym powoli opuściła bibliotekę. Szła przed siebie a w głowie mieszały jej się wszystkie informacje.
- Kate! Gdzie tak pędzisz?- Mary zatrzymała siostrę.
- nie chodzi na zielarstwo....
- co?
- to wszystko przez tą Krukonkę...Jane- to ostatnie słowo wypowiedziała z pewną wrogością. Mary uśmiechnęła się do siebie
- masz śmieszną minę
- mówił do niej ''cześć skarbie''....
- no fakt tylko Tony mógł wprowadzić cię w taki stan, widziałaś się z nim?
- tak, powiedział że wynajął sobie domek obok naszego w Lustrzanym Lesie, nie powiedział tego na serio ale później dał mi do zrozumienia że wie że go lubię, a Will powiedziała że ktoś prowadził album znajomości Tony'ego i tej...Jane, i że chyba byli razem, chociaż nieoficjalnie ale musieli skoro teraz tak na siebie patrzą!
- jak?
- tak że osoba przechodząca obok uważa to za ''urocze'' - mówiła szybko i nie kontrolowała swoich myśli.
- powoli! Jesteś zazdrosna o dziewczynę z którą Tony widywał się w tamtym roku?
- On się nie ,,widywał'', on ją tak samo traktował jak mnie teraz, rzucał w jej kierunku cyniczne teksty, spotkali się nawet w przejściu przy wieży zachodniej! Przy mojej wieży zachodniej! Dasz wiarę? I wcale nie jestem zazdrosna!
- ależ jesteś siostrzyczko, nie możesz zrozumieć że ktoś mógł zakochać się w ,,twoim'' Tony'm chociaż wcale nie jest twój, a ty nie chcesz żeby był... przynajmniej ja mogę tak uważać widząc jak to się rozwija.
- masz racje, odkąd się przypadkowo widujemy nigdy nie dałam mu do zrozumienia że mi na nim zależy,nawet dzisiaj, wyskoczyłam na niego a on był taki miły....
- Tony?
- a ja byłam dla niego taka złośliwa. O rany...jestem złośliwa i osądzam innych, a nie miałam takiego zamiaru. - powiedziała w panice i w lekkiej rozpaczy.
- przecież on cię zna, miałaś prawo się na niego złościć wykorzystał cię do rozwiązania swojego problemu, słuchałaś go kiedy chciał się zwierzyć a na koniec z ciebie zakpił, twoja postawa jest usprawiedliwiona.
- to jeszcze gorzej! Nie chciałam być złośliwa, a byłam....złośliwa i niewrażliwa. Naprawdę się dzisiaj zdenerwowałam, nawet na Will a przecież sama się prosiłam żeby mi coś powiedziała....Nienawidzę tej Jane,wszystkich ludzi, siebie również.....
- Super pełny krąg...- skwitowała to wszystko Mary.- może nie masz powodu się złościć, może to była tylko koleżanka?
- Will opowiadała to w taki sposób, że jestem prawie pewna, że coś między nimi było, tylko dlaczego mnie teraz zaczepia?On chce wzbudzić w niej zazdrość!- oznajmiła nagle.
- nie wybiegajmy daleko w przyszłość, narazie to ty jesteś zazdrosna.
- ...masz racje, jestem zazdrosna! Nie lubię kiedy masz racje!
- spokojnie - Mary cała ta sytuacja widocznie bawiła
- nie mogę oddychać!
- nie panikuj!
- już dobrze....- Mary chwyciła ją za rękę i uścisnęła ją mocno.- dzięki.
***
Dziewczyny stały w holu czekając na dyrektora i prof. McGonegall, którzy mieli wyprowadzić uczniów wyjeżdżających do Lustrzanego Lasu i zaprowadzić do portalu prowadzącego do owego wymiaru.
- Kate Black!, Mary Black!- usłyszały nagle i przeszły przez tłum do wyjścia.
- świeże powietrze, nareszcie!- sprawdzanie listy zajęło dyrektorowi jeszcze jakieś półgodziny.
- uczniowie wybierający się do Lustrzanego Lasu proszę za mną, wasze kufry zostały już w przetransportowane.- oznajmiła prof. McGonegall
- dziewczyny! - usłyszały za sobą głos Max.
- myślałam że zostałaś- odezwała się Kate.
- nawet mi to przez myśl nie przeszło! Lustrzany Las to będzie miejsce w którym chcę spędzić resztę swojego życia...z Billem oczywiście- powiedziała na widok ich min.
Szły w grupie ludzi wokoło zamku. W końcu McGonegall zatrzymała się a uczniom ukazał się portal na ścianie potężnej wieży.
- extra- skomentował ktoś za ich plecami.
- czy ty to widzisz?- Mary nie wyglądała na zachwyconą. - ja do tego nie wejdę.
- będziesz musiała i to jako jedna z pierwszych, zwróć uwagę że nasze nazwisko zaczyna się na "B" a jeszcze nie zdążyło sie żeby ktoś w tej szkole użył nazwiska "Light"
- dzięki za pocieszenie Kate już mi lepiej- odpowiedziała sarkastycznie. Tak jak się spodziewały chwilę później nauczycielka wywołała ich nazwisko. W ramię ścisłości przeszły bez problemu.
Świat po drugiej stronie portalu nie różnił się znacząco od tego poprzedniego, przynajmniej na początku miały takie wrażenie. Cały widok był jakby ostrzejszy. Wokoło dużo było wody, z prawej ogromny ocean z lewej wodospad...no i las. Był ogromny, przerażający swą potęgą i tajemniczością. Wysokie drzewa o zaskakujących kolorach, czerwieni, brązu, złota zapierały dech w piersiach. Las był jak ocean, nie było widać gdzie się kończy.
- Słońce!- dobiegł do nich odgłos zachwytu. Obie obejrzały się za źródłem odgłosu i zobaczyły Matta klękającego na piasku z rozłożonymi rękami i wpatrującego sie w słońce. Kiedy je zobaczył podbiegł i nie krył swojej radości.
- tu jest cudownie! Po prostu czuję, że żyje- dodał szeptem bojąc się, że ktoś usłyszy.
- nie wiem czy to jest odpowiednie stwierdzenie biorąc po uwagę że jesteś wampirem- ostatnie słowo Kate również wyszeptała.
- Drodzy uczniowie! - rozbrzmiał głos prof. McGonegall. - Od tej pory kształcić sie będziecie na miano magów, mieszkać będziecie w małym miasteczku na obrzeżach Lustrzanego Lesu. Niestety ja nie mogę dalej was poprowadzić, zajmie się tym tutejszy dyrektor szkoły jak i władca tego przepięknego miejsca mag Robbe. Prof. Dumbledore wymaga od was zaangażowania i pogodnego podejścia do nauki jak i zawiązywania nowych mam nadzieję stałych przyjaźni. Proszę o okazywanie należytego szacunku dla władcy Lustrzanego Lasu poprzez ukłon.- nauczycielka przedstawiła uczniom iście królewski ukłon co w wielu wzbudziło ochotę wybuchu śmiechu. Zdumiewajaca cisza odwodziła jednak od tego godnego pożałowania pomysłu. - Od tej pory nie ma podziału na domy tak jak w Hogwarcie. Nie ma już Gryffindoru, Slitherynu, Revenclawu, Haplepaffu, toteż zostaniecie wymieszani więc bądźcie przygotowani na to iż dostaniecie się do domu z osobą nie koniecznie z waszego grona znajomych.Życzę owocnej nauki i do zobaczenia za półtora miesiąca! - panią prof. pożegnały głośne oklaski.
- super- powiedziała podekscytowana Mary a Kate uśmiechnęła się do niej na znak, że jej również bardzo się tutaj podoba, na chwilę odwróciła głowę, chcąc odgarnąć włosy opadające jej na oczy i zobaczyła Tony'ego. Patrzył na nią i uśmiechał się tajemniczo. Dziewczyna miała odwrócić głowę ale nie zrobiła tego. Spuściła wzrok dopiero wtedy kiedy jakiś chłopak stanął jej na widoku i przysłonił postać Tony'ego.
komentarze [2]Przed wyjazdem >> sobota, 17 marca 2007 12:39:04
Piękne piątkowe popołudnie. Nazajutrz wybrane osoby miały wyjechać do Lustrzanego Lasu, z tej okazji lekcje skończyły się już o 14. Dziewczyny wracały z ostatniej lekcji jaką było zielarstwo do Hogwartu rozmawiając o następującym wydarzeniu.
- Wiedziałaś że Lustrzany Las to inny wymiar, do którego dostaniemy się przez portal ? Keating powiedział, że uczniowie naszej szkoły nie mogą wiedzieć gdzie to przejście sie znajduje...bzdura! Kiedy ojczym mnie tam zabrał nie było w tym żadnej tajemnicy, może to takie małe kłamstwo, żeby dodać do tego wydarzenia więcej tajemnicy?- Mary mówiła przejętym głosem, ta myśl zabierała jej większość czasu. Przeczytała mnóstwo książek na temat Lustrzanego Lasu, a samo wspomnienie tego miejsce napawało ją coraz większą chęcią jak najszybszego wyjazdu i zobaczenia tego wszystkiego jeszcze raz.
- Mary, to ja powinnam być zestresowana, przecież byłaś tam przez kilka minut, rozmawiałaś z Robbiem, czy jak mu tam było....tak czy inaczej masz przynajmniej jakiś zarys tego miejsca- oznajmiła pewnie siostra witając się powitalnym gestem z przechodzącym obok Maikiem, który ominął je ze spuszczoną głową.
- widziałaś?
- co?- Kate obejrzała się nie rozumiejąc zdziwienia siostry.
- biedny Maik tak cieszył się z tego wyjazdu....ciekawe dlaczego jego imię nie pojawiło się na liście- westchnęła ze współczuciem patrząc jak kolega oddala się i znika w szklarni.
- nie ma rzeczy niewyjaśnionych, a jeśli są to rozwiąże je Harry Potter- dodała sarkastycznym tonem, kiedy zobaczyła zbliżającego się chłopaka.
- hej Harry, co słychać?- przywitała się Mary uprzejmie.
- Wasz ojciec chce się z wami spotkać przed wyjazdem- objaśnił a dziewczyny przytaknęły ruchem głowy na zgodę. - dziś wieczorem we Wrzeszczącej Chacie
- gdzie?- Kate wyglądała na nieco wystraszoną.
- oj daj spokój Kate to tylko mała chatka na wzgórzu za Hogmase....- wyjaśniła Mary odrzucając opadajace na twarz kosmyki włosów.
- wrzeszcząca chatka?- spytała niezadowolona z takiej nazwy.
- Kate, przecież ty się nie boisz tak głupot....wchodzisz do piwnic po wygrawerowanej drabinie a boisz się iść do wrzeszczącej chaty, która prawde mówiąc nie jest wrzeszcząca- oznajmiła ale urwała zdajac sobie sprawę, że Harry cały czas stoi przed nimi przysłuchując się ich rozmowie z uwagą.
- mówiąc drabinę miałam na myśli schody...a piwnice to .....- Mary zacięła sie szukając odpowiedniego zwrotu
- lochy!- dodała Kate z satysfakcją.
- dobra, na razie- powiedział wymijając je i kierując się w stronę chatki Hagrida.
- super Mary - powiedziała Kate klaszcząc w dłonie mimowolnie.
- przestań, gdyby nie twoje obawy...zresztą co to za pomysł? Wrzeszcząca chatka? Nie słyszałaś nigdy o tym miejscu?
- obiło mi się o uszy- mruknęła poprawiając torbę. Kątem oka dostrzegła Tony'ego idącego w ich kierunku.
- zapomniałam muszę jeszcze coś przeczytać!
- Mary nie rób mi tego...- Kate zatrzymała siostrę ale ona jedynie uśmiechnęła się i przyśpieszonym krokiem ruszyła w kierunku szkoły.
- Hej Kay, potrzebuje pomocy- zaczął z szerokim uśmiechem.
- wiesz co...- Kate miała już w zanadrzu kilka mocnych ,,argumentów'' kiedy podszedł do niej Larry.
- siemka....Mary
- Kate - poprawił go Tony obejmując dziewczynę ramieniem. Chłopak zmieszał się początkowo ale szybko otrzeźwiał.
- to wy się znacie?Jesteście....- Kate ściągnęła rękę Toniego ze swojego barku.
- nie- zaprzeczyła dziewczyna
- tak - potwierdził Tony
- szukam Mary ma.....- zaczął ale Tony przerwał mu szybko.
- 5 minut - powiedział odciągając dziewczynę w przeciwną stronę.
- co ty robisz?
- Kay, ta scena na eliksirach, zapomnij wreszcie- niepostrzeżenie dotknął jej ramienia.
- jeśli o to chodzi to już zapomniałam ale mam dosyć tych twoich żałosnych gierek.
- gierek?
- nie rozumiesz? ile ty masz lat?
- 16?
- daj spokój, jutro wyjeżdżamy do Lustrzanego Lasu, nie chce aby taka sytuacja się powtórzyła, jestem odpowiedzialna, w maju ojczym przekaże nam MotoGlob, nie potrzebuje kłopotów a ty masz ich całkiem sporo- skomentowała wymijając chłopaka.
***
Zbliżał się wieczór.
Kate właśnie szła na spotkanie z Mattem, który niespodziewanie wyszedł jej naprzeciw.
- Matt wystraszyłeś mnie- powiedziała robiąc krok do tyłu.- stało się coś, że wyszedłeś z piwnic?
- nie, może to tak wygląda ale wcale nie spędzam dużo czasu na dole- chłopak zbulwersował się tym stwierdzeniem- Tylko za dnia- sprostował.
- co z twoim pierścieniem, który umożliwiał ci wychodzenie na słońce?
- Braian....
- ok, szkoda chciałabym znowu zobaczyć cię w dzień, w słońcu
- ja właśnie w tej sprawie- odparł niepewnie a Kate nie wiedziała czego sie spodziewać.
- nie rozumiem, wampiry i światło słoneczne się wykluczają
- niekoniecznie- przerwał jej z zaskakującym delikatnym uśmiechem. - słonce pochodzące z innego wymiaru nie zabije wampira żyjącego w innym.
- jedziesz do Lustrzanego Lasu?To absurd, Dumbledore....
- się zgodził, wszedłem na miejsce ....Maika- wyznał a Kate patrzyła na niego zdezorientowana.
- jak mogłeś?
- kto będzie bardziej pożyteczny ja czy Maik, przypomnij sobie jak miałyście go dosyć
- ciebie też czasem miałam dosyć, ale ....dlaczego nie mogliście wyrzucić Tony'ego ?!
- bo byłoby ci to na rękę?- odparł a Kate dostrzegła w jego oczach coś co przekonało ją że chyba ma racje.
- ale Maik...co wiesz o Tony'm? Znasz go?- zmieniła szybko temat.
- nie mam pojęcia kto to jest- wycofał się z tematu.
- on cię zna albo przynajmniej domyśla się kim jesteś, wie że mieszkasz w piwnicach,mów co wiesz!
- Kay?- usłyszała głos zza pleców i odwróciła się energicznie. Tony patrzył na nią z ciekawością, dziewczyna szybko wróciła spojrzeniem na miejsce na którym jeszcze kilka sekund wcześniej był Matt. - z kim rozmawiasz?
- na pewno nie z tobą- zbyła go co prawda banalnym tekstem ale chciała jak najszybciej wrócić do dormitorium.
- śpieszy ci się?
- bardzo- odpowiedziała idąc przed siebie.
- pamiętasz,prosiłem cię o pomoc....- dziewczyna zignorowała to przypomnienie. Chłopak chwycił ją za dłoń i pociągnął w kierunku jakiegoś korytarza
- co ty wyprawiasz?
- potrzebuje jej teraz-oświadczył i otworzył drzwi do jakiegoś pomieszczenia.
- co to jest?- spytała kiedy chłopak bez skrępowania wszedł do środka.
- przecież wiesz, mój motor. Nie chcą mi go przetransportowań do Lustrzanego Lasu.
- żartujesz?
- idiotyzm prawda? Przecież to sport obowiązujący w tamtym wymiarze tak jak tutaj Quidditch.
- miałam co innego na myśli....
- co takiego?- zapytał stojąc z rękami w kieszeniach i patrząc na nią wyczekująco.
- nieważne, o co chodzi? Potrzebna ci zgoda? Oh Tony przecież pracujesz w Ministerstwie w departamencie zajmującym się sprawami Lustrzanego Lasu o co ci chodzi?
- pamiętasz tego stwora od wejścia....
- co nadepnąłeś mu na stopę kiedy byłeś mały tak?
- nie lubi mnie...
- wspominałeś już
- doniósł na mnie...taki tam drobiazg.... skonfiskowali mi ten motor za karę, musiałem włożyć mnóstwo pracy żeby wyciągnąć go z departamentu Tajemnic
- byłeś w departamencie tajemnic?To nielegalne!
- serio?- spytał niewzruszony. - wiesz kto go tam umieścił?
- pewnie zaraz się dowiem...
- wasz ojciec- oznajmił rozkładając ręce.
- wychodzę- stwierdziła po kilku sekundach przemyśleń.
- Kay potrzebuje tylko podpisu, będziesz współwłaścicielką MotoGlobu a ja ubiegam się o miejsce w reprezentacji Hogwartu. - chłopak wyciągnął z kieszeni płaszcza rulon pergaminu i pióro.
- nie chce mieć kłopotów na starcie, dostaniesz się zapewne tak jak inni reprezentanci- oznajmiła niepewnie, bo dotychczas nie zastanawiała się jak będzie wyglądał sposób rekrutacji.
- o to się nie martw jestem dobry, możesz mi wierzyć, mogę powiedzieć że najlepszy, no może prawie najlepszy, jest tam taki jeden ...chodzi tylko o ten motor, to skomplikowane ...- uciął wyciągając do niej pióro.
- nie zrobię tego, choćby z powodów osobistych
- nie chce być nieuprzejmy ale wasz ojciec nie byłby zachwycony faktem że macie styczność z wampirami i jednym szczególnie ważnym bo synem jakiegoś Lorda, czy tak? Tak czy inaczej Ministerstwo miałoby dodatkowy kłopot bo wrogowie waszego przyjaciela są waszymi wrogami, mam racje?- w jego słowach nie było nic obraźliwego ale uraziło ją to w sposób bardzo dotkliwy.
- to jest szantaż- powiedziała patrząc jak rozwija pergamin.
- to nie jest szantaż tylko mocny argument-powiedział a Kate sięgnęła po pióro i podpisała się pod jakimś dokumentem. Nie zależało jej nawet co tam było napisane, była wściekła na chłopaka tak bardzo że nawet on wyczuł to w jej oczach.
- wybacz Kate, ale to dla mnie ważne- oznajmił jakby czuł się winny tego co robi. Kate wybiegła z pokoju.
Mary siedziała na sofie czekając na siostrę, która już dawno powinna być w PW. Harry siedział na fotelu, miał je wyprowadzić z Hogwartu co o tej porze było wielkim wyczynem. Jak na razie dziewczyny nie opuszczały Hogwartu nocą, odliczając moment kiedy wybrały się do Zakazanego Lasu, ale wtedy były z Mattem, a to co innego.
- może złapał ją Filch?- zagadał Harry
- nawet nie ma takiej opcji!- oznajmiła Mary wstając i zakładając skrzyżowane ręce na klatkę piersiową. Bała się że jednak Harry ma racje. Na szczęście w ułamku sekundy do pokoju weszła szybkim krokiem Kate. - gdzie ty byłaś?- Mary nie kryła oburzenia.
- to wszystko przez ....- ucięła widząc wzrok Harrego.
- nie traktujcie mnie jak idiotę, nie donoszę na przyjaciół- powiedział urażony.
- wybacz- powiedziała Kate i spojrzała wymownie na siostrę.
- Idziemy- rozkazał i wyszedł z PW. Siostry zgodnie poszły za nim. Kiedy znalazły się wreszcie przy jakimś posągu Harry zatrzymał sie i wymówił cicho jakieś śmieszne zaklęcie. - tym tunelem dojdziecie do Hogmese do trzech Mioteł na zaplecze. Stamtąd to już prosta droga. - powiedział wskazując im ciemny tunel.
- dzięki Harry- Kate poczuła się winna że zachowuje sie w stosunku do niego raczej niegrzecznie.
- drobiazg, pośpieszcie się. - obie zgodnie ze wskazówkami weszły do tunelu.
- Lumos- wypowiedziała zaklęcie Mary i spojrzała na idącą obok siostrę.- dlaczego się spóźniłaś, Matt cię zatrzymał?
- Tony
- co znowu zbroił?
- skonfiskowali mu motor, potrzebował podpisu aby zabrać go do Lustrzanego Lasu....
- pracuje w Departamencie Lustrzanego Lasu nie mógł poprosić o podpis naszego ojca?
- chciał mieć mój, chodzi o MotoGlob - dodała
- nie zgodziłaś się prawda?
- powiedział że powie o wampirach naszemu ojczymowi
- mocny argument....
- argument?! Szantaż! - oburzyła się zatrzymując nagle.
- myśli, że może mnie w taki sposób wykorzystywać? Obrażać mnie, bo ma na mnie haka? Wcale nie będzie łatwo mu się dostać do reprezentacji MotoGlobu już ja o to zadbam! Dlaczego on to robi?
- wkurzył cię....
- i to jest najgorsze, wkurzył mnie, a ja go nie nienawidzę, jakoś nie czuje do niego odrazy po prostu mnie zdenerwował, czy to nie dziwne?
- mam odpowiedzieć?
- daj spokój
- nie widzisz w co on pogrywa? Chce zwrócić na siebie uwagę a ten motor to był po prostu dobry pretekst aby znowu się do ciebie zbliżyć, pomyśl kiedy jest w zasięgu twojego wzroku czujesz coś, co tłumaczysz zdenerwowaniem, a ty go zwyczajnie lubisz.
Wrzeszcząca chata nie należała do najpiękniejszych miejsc w Hogmase, ale była szczególnym detalem jej krajobrazu. Chłodny wiosenny wiatr przeciskał się między szczelinami spróchniałych desek, tak, że zdawało się słyszeć wrzaski. Światło pochodzące od księżyca wpadało do środka przez dziurę w dachu ukazując grozę tego miejsca. W rogu leżało stare płótno, o dziwo w dość dobrym stanie. Na nim właśnie siedział Syriusz czekając na córki. Wstał słysząc zbliżające się kroki. Poprawił włosy, które dzięki zaklęciu czystości i paru innych przydatnych młodemu czarodziejowi zaklęć, wyglądały bardzo schludnie. W miejscu, gdzie księżyc świecił najjaśniej stanęły Mary i Kate. ,,Jakie one są do niej podobne''- pomyślał nie wiedząc co powiedzieć, bardzo długo ich nie wiedział. Mary jako pierwsza podbiegła do ojca witając się z nim serdecznie.
- wyglądasz cudownie! Jakie ty masz piękne oczy, zawsze chciałam mieć brązowe!- Mary z podziwem przyglądała się Syriuszowi, który z żalem spoglądał na córki coraz bardziej żałując tych straconych lat w Azkabanie.
- Jak się czujesz piękna? Nie mogłem usiedzieć w domu kiedy dowiedziałem się, że jesteś w skrzydle szpitalnym- mówił z przejęciem odgarniając jej włosy i przytulając mocno do siebie.
- Dobrze tato...
Syriusz złapał ją za ramiona przyglądając się z czułością. Wiedział, że nie może teraz płakać, nie tutaj nie na ich oczach. Kate stanęła obok Mary delikatnie uśmiechając się do ojca. Brakowało jej jego. Poczuła złość na samą siebie, kiedy przypomniała sobie, że kiedyś była dla niego bardzo nieuprzejma. Stojąc teraz obok siostry i widząc te kochające spojrzenie Syriusza zrozumiała jak bardzo brakowało jej prawdziwego ojca. Mimo, że ma już 16 lat marzyła o tym, by tata ją przytulił.
- Kate!- Syriusz objął córkę tak mocno, że musiała go odepchnąć by złapać powietrze
- nie jestem maskotką muszę oddychać!- powiedziała z wyrzutem, po czym uśmiechnęła się do ojca, który zaśmiał się głośno. ,, Pięknie się śmieje'' pomyślała spoglądając na wtórującą mu Mary. Rozmawiali długo o szkole, eliksirach, zdecydowanie długo o Keatingu i Lustrzanym Lesie.
- uważajcie na siebie! Lustrzany las, to co prawda najmniej groźne miejsce w jakie mogłyście trafić ale nie bagatelizujcie tego lasu,bywa tam bardzo niebezpiecznie, zwłaszcza kiedy wychodzi się na samotne zwiedzanie.... z naturą się nie igra szczególnie w nocy, a wiem, że macie pewne skłonności do spacerowania wieczorami.
- my? Skąd...- zaśmiała się Kate- chyba mamy to w genach...
- najwyraźniej- przytaknął ojciec.
- Byłeś tam?
- Wasza matka pochodziła stamtąd- powiedział zdziwiony ich niewiodzą na ten temat. Dziewczyny spojrzały na siebie zaskoczone.
- sądziłem, że wiecie....w końcu odziedziczyłyście umiejętności zaklęć wolnych po matce...jak byłyście małe mieliśmy z tym pewne kłopoty- dodał z uśmiechem przypominając sobie te krótkie chwile.
- Dlaczego nie zostaliśmy w LL skoro mama stamtąd pochodziła...
- a może mamy dziadków?! - zmieniła temat Mary- Powiedz, chcemy wiedzieć
- co prawda nigdy ich nie spotkałem, ale nie odrzucam takiej możliwości
- super! Zawsze chciałam mieć babcie, która przekaże mi księgę klanu... Jennifer już taką ma- Mary z zaangażowaniem opowiedziała siostrze o koleżance, której babcia pochodzi z lustrzanego lasu- oj byłoby super mieć tam dziadków, przyjeżdżalibyśmy tam na wakacje...
- i ferie- podjęła temat druga z sióstr
- nie pomogę wam, kiedy poznałem waszą matkę mówiła mi, że zmieniła nazwisko ale nigdy nie powiedziała z jakiego powodu.
- ooo...- obie siostry nie kryły rozczarowania
- chyba musicie już wracać...
- będziemy na siebie uważać...- obiecała Mary ściskając tatę na pożegnanie
- jak uda nam się stamtąd wyrwać, do ojczyma na jakąś rodzinną kolację to wpadniemy do ciebie na moment- dodała Kate.
- trzymam za słowo.
komentarze [3]| Lay&html by me
MK |